Krwawy ochłap | recenzja horroru Nocny pociąg z mięsem

Dobre ekranizacje powieści grozy można policzyć na palcach jednej ręki (no może dwóch). Reszta jest co najwyżej przeciętna lub po prostu słaba. Clive Barker to na pewno wyśmienity pisarz o niebanalnej wyobraźni. Ale właśnie taką wyobraźnię ciężko jest przenieść na duży ekran, by nie raziła infantylizmem lub sztucznością. Udało się z filmami HellraiserCandyman, ale już niestety najnowsza pozycja na podstawie opowiadania Nocny pociąg z mięsem z cyklu Księgi krwi to zlepek niewykorzystanych lub zepsutych pomysłów.

Leon Kauffman (Bradley Cooper) jest fotografem, który marzy, by ktoś go w końcu docenił. Okazja nadarza się, gdy właścicielka galerii, Susan Hoff (Brooke Shields), zgadza się wystawić jego zdjęcia, o ile będą przedstawiać coś mocnego. Leon postanawia zatem skoncentrować się na ciemnej stronie człowieka. Biegając po nocy z aparatem, natrafia na ślady tajemniczego seryjnego mordercy (Vinnie Jones), który w wagonach metra dokonuje brutalnych mordów. Obsesja Kauffmana na jego punkcie rośnie, lecz fotograf nie zdaje sobie sprawy, dokąd go to może zaprowadzić.

Tajemnica i niepewność były siłą napędową opowiadania i po części udało się je przenieść na duży ekran. Widz ogląda film z pewną dozą niepewności, dość mocno rozbudowana względem pierwowzoru historia potrafi wciągnąć. Pozornie wszystko wydaje się oczywiste (jest seryjny morderca, który w nocy się wyżywa), ale podskórnie czujemy, że to tylko szczyt góry lodowej. Powoli odkrywamy tajemnicę, aż do zaskakującego finału. Niestety, o ile w opowiadaniu jest on zdecydowanie najmocniejszym punktem, o tyle tutaj wypada nieprzekonująco i wręcz zabawnie. Zabrakło pomysłu i chyba także budżetu.

Niewątpliwą zaletą produkcji jest jej bezkompromisowość. To nie jest grzeczny film dla nastolatków, lecz mroczna i krwawa wizja równie brutalnego opowiadania. Posoka leje się gęsto, a szczególnie efektownie wypadają sceny zakrwawionego wagonu metra. Twórcy chcieli pójść na całość i niestety w pewnym momencie przedobrzyli. Zamiast spuścić z tonu lub wykorzystać tradycyjne techniki, zastosowano okropne efekty CGI. Cyfrowy gore, źle wykonany, potrafi mocno zniesmaczyć seans. Na dodatek często wieje tandetą, znaną z innych filmów reżysera Ryuhei Kitamura jak chociażby Versus. Tam mocne elementy gore czy widowiskowe pojedynki często śmieszyły, co pasowało do konwencji. Nocny pociąg z mięsem jest jednak filmem na poważnie i zagrywki, pokroju nienaturalnie wykręconej głowy od uderzenia młotkiem w twarz, irytują.

Sporą wadą jest drętwe aktorstwo. Postacie wiją się po ekranie i są tak bezpłciowe, że nie przejmujemy się ich losem. Przez cały seans zastanawiałem się także, jak można było obsadzić w poszczególnych rolach aktorów, którzy w większości przypadków grali w lekkich serialach (Gotowe na wszystko, Bez skazy). Ich widok w horrorze budził we mnie co najwyżej uśmiech politowania. Z obsady obronił się tylko Vinnie Jones, który jak ulał pasował do roli rzeźnika o imieniu Mahogany. Ciekawostką jest fakt, że w ciągu całego seansu wypowiedział jedno (sic!) słowo.

Nocny pociąg z mięsem to film o niewykorzystanym potencjale. Czuć tutaj powiew starych dobrych horrorów z lat 80-tych i 90-tych, lecz szybko zostaje on wyparty przez koszmarne, nowoczesne techniki. Boli tym bardziej, że nad niektórymi elementami wystarczyło trochę dłużej popracować, a tak dostaliśmy film niedorobiony, jakby nakręcony na szybkiego.

Kategoria posta: Aktualności, horror, Premiery, Recenzje, Vision

  • Piotrek

    To byl film! Szedłem na niego za darmochę i nie oczekiwałem jakiegoś wielkiego oświecenia, a jakże mile mnie ten „Mięsny Pociąg” zaskoczył. To był jeden z najlepszych horrorów, jakie ostatnio widziałem. Taki trochę oldskul, ogromna dawka autoironii (te efekty gore, wypadające gałki oczne i inne przyjemności) oraz przede wszystkim ciekawa historia, która naprawdę przykuła mnie do ekranu. Co ciekawe, byłem w kinie z tzw. „grupką znajomych”, którzy byli przygotowani na produkowanie salw śmiechu i nawet się z tym nie kryli przed seansem. Tymczasem podczas seansu wszyscy zamilkli, dziewczyny kryły sie za popkornem, a chłopaki grali chojraków, mając po jednym oku zamkniętym – tak na wszelki wypadek… ;-)
    Nie oczekiwałem wiele, a tu proszę – miła niespodzianka na Halloween.