Ćwierć miliona za miecz świetlny

Ilu z Was kupuje gadżety filmowe? No dalej, nie ma się czego wstydzić. Na moim monitorze stoją Hellboy i Alien i piszę o tym bez cienia zażenowania. Kilka koszulek tematycznie filmowych też by się znalazło. Na pewno i Wy także coś z tego typu rupieci macie w swoim domu. Pokazanie się na „salonach” w koszulce z Yodą to żaden wstyd. Ba, nawet jeśli kupicie sobie miecz świetlny, każdy prawdziwy kinoman raczej pokiwa głową z aprobatą, niż się w nią puknie z niedowierzania. No, chyba, że wydacie na niego 240 tysięcy dolarów…

To się dopiero nazywa bycie fanem. Przepastna kasa George’a Lucasa powiększyła się o kolejną znaczną sumkę. Ta droga zabawka to nie żadna replika, tylko ten właśnie egzemplarz, który dzierżył w prawicy Mark Hamill na planie Gwiezdnych Wojen. I co, zazdrościcie? Ja nieszczególnie. Raczej mi osobnika nieco żal. Nawet jak na tak unikatowy kawałek nikomu nie potrzebnego żelastwa, miecz ten osiągnął niebotyczną sumę. Dla porównania hełm C-3PO poszedł na tej samej aukcji za 120 tys. dolarów. Ludzie naprawdę nie mają na co pieniędzy wydawać.

Fot. LucasFilm

  • reikal

    Może facet myślał, że to naprawdę działa :)

  • http://niezlekino.pl/author/core Core

    „nikomu nie potrzebnego żelastwa” – gdyby jeszcze było żelastwo to pół biedy. Wydaje mi się, że to prędzej jakiś utwardzany plastik (przynajmniej do nowej trylogii tak robiono, o ile pamiętam).