I have a dream: ekranizacja gry Doom 3

Zastanawiam się czasami nad głupotą filmowców. Czy oni naprawdę sądzą, że wiedzą, co jest lepsze dla fanów gier? Weźmy takiego świeżego Maxa Payne?a. Jak można była zepsuć ekranizację gry, która była gotowym scenariuszem na film? Jakim cudem z dynamicznego pierwowzoru pełnego akcji i mrocznego klimatu zrobiono bezpłciowe? i tu na usta ciśnie się pewne słowo na ?g?. Dlaczego filmowcy tak daleko odchodzą od oryginału, skoro fani gier chcą zobaczyć wierną adaptację, a nie wizję reżysera, który nawet nie jest fanem tejże gry. Nie tędy droga. Innym tragicznym przykładem jest ekranizacja gry Doom 3, mająca wszelkie predyspozycje do zostania mocnym horrorem sci-fi. Ale filmowcy znowu pomyśleli sobie, że oni mają lepszy pomysł?

Doom Andrzeja Bartkowiaka od biedy da się oglądać, o ile wymaże się jego tytuł, nawiązujący do kultowego oryginału. Gdybym nie wiedział, że budżet filmu wyniósł 70 milionów dolarów, stwierdziłbym, że to brak odpowiedniej sumy wymusił na twórcach zmiany w scenariuszu. Nic z tych rzeczy. Kasa była, ale panowie Wesley Strick i Dave Callaham mieli swój, zapewne w ich mniemaniu genialny i nowatorski, pomysł na fabułę. A ja zamiast bzdur o eksperymentach z wirusami życzyłbym sobie od ekranizacji Dooma tylko jednego ? PIEKŁA!

Pomimo że gra Doom 3 robi się w pewnym momencie nudna, bo ileż można ganiać po ciemnych tunelach i eksterminować setki wrogów, to jest ona idealnym materiałem na film. W ciągu dwóch godzin można zmieścić taką dawkę adrenaliny, że głowa mała. Nawet nie trzeba by zbyt mocno ingerować w fabułę.

Na marsjańskiej stacji badawczej dochodzi do dziwnych incydentów ? znikają ludzie. Do bazy przybywa śledczy Elliott Swann w towarzystwie ochroniarza Jacka Campbella oraz głównego bohatera. Jako że w grze jest on anonimowym żołnierzem, w filmie można by go nazwać John Doe (to taki amerykański odpowiednik pospolitego Jana Kowalskiego). Zatem gdy Swann udaje się do szefa placówki, doktora Malcolma Bertrugera, w celu wyjaśnienia wydarzeń, John idzie do swego przywódcy Thomasa Kelly?ego po rozkazy ? jego zadaniem będzie odnalezienie zaginionego naukowca z tajnego oddziału stacji, Delta Labs. Udaje mu się to dość szybko i w momencie, gdy naukowiec chce mu wytłumaczyć, co się dzieje w tej placówce, dochodzi do wybuchu. Jego efektem jest nienaturalna fala, przenikająca przez całą stację i wywołująca bardzo niepożądane skutki. W ten sposób akcję oglądalibyśmy z dwóch perspektyw ? śledztwo Swanna oraz próbę połączenia się Doe?a z oddziałem żołnierzy w celu doprowadzenia do porządku w bazie.

Nie obyłoby się także bez kilku zmian. Przede wszystkim zrezygnowałbym z kolaboracji Bertrugera z piekłem. Nie mam nic przeciwko motywowi szalonego naukowca, ale pomysł spersonifikowanego piekła, z którym można się dogadać, jest trochę tandetny. O wiele lepiej brzmi wypadek przy pracy, czyli nad badaniami starożytnych, marsjańskich artefaktów i próbami teleportacji. Wyszłaby z tego krzyżówka AliensEvent Horizon, ale w dobrych rękach nawet mało oryginalna historia może dać solidny kop adrenaliny. Taki Neil Marshall udowodnił to w Zejściu ze swoim niesamowitym, klaustrofobicznym klimatem, w Dog Soldiers pokazał, że nie obce mu wojskowe klimaty, a Doomsday, mimo że to tylko w połowie udany film, ukazuje jego bardziej epicką stronę. Jasne, do ekranizacji Dooma wolałbym kogoś pokroju Ridleya Scotta, czy Jamesa Camerona, ale do sprawy trzeba podchodzić trochę bardziej realnie.

Drobne zmiany dotyczyłyby także bestiariusza, ale zachowując szeroką paletę potworów. Zrezygnowałbym (lub zmodyfikował) z wszystkiego, co ma broń, zarówno po stronie ludzi (zombie), jak i demonów. Wybaczcie, ale strzelające demony i żywe trupy są zabawne, a nie straszne. Wyjątkiem mógłby być Cyberdemon – tragiczna w skutkach pomyłka obcej cywilizacji, której artefakty znaleziono na Marsie. Ich wymarcie miałoby związek z eksperymentami nad teleportacją i próbą stworzenia niszczycielskiej broni z krzyżówki uwięzionego potwora z piekieł i cybernetyki. Na papierze (ekranie monitora) brzmi to może i zabawnie, ale efekt w filmie mógłby być zdecydowanie lepszy. A pomyślcie sobie, jak by wyglądało piekło, gdyby za scenografię wzięli się artyści odpowiedzialni za filmowy Silent Hill z drobną pomocą cudotwórców z firmy Weta (Władca pierścieni).

Na koniec pozostaje oczywiście kwestia aktorów. Na pierwszy ogień idzie John Doe – ktokolwiek, byle nie kolejny Dwayne ?The Rock? Johnson. Raczej widziałbym w jego roli kogoś twardego, ale nie żadnego pakera. Podobał mi się Edward BurnsSzeregowcu Ryanie, który jest także wystarczająco młody, by zagrać zwykłego szeregowca.

Dowódca Johna Doe, czyli Thomas Kelly, to bez wątpienia Sean Pertwee. Nie dość, że znajomy Marshalla z jego filmów, to jeszcze wykapany Kelly.

Elliot Swann to John Travolta ? gdyby nie nowy film aktora (From Paris with Love), nigdy bym go nie widział w tej roli.

John Campbell to w sumie ochroniarz Swanna, więc w tym przypadku dobry byłby ktoś potężnie zbudowany. Pasowałby Mr. Perfect (Curt Henning), znany wrestlingowiec z lat 90-tych. Wyglądem pasuje, a odzywać się przecież nie musi.

No i last but not least, lekko niespełna rozumu Malcolm Bertruger. Z odpowiednią charakteryzacją sprawdziłby się w tej roli Ed Harris. Trudno w to uwierzyć, ale aktor ma już prawie 60 lat.

Chętnie bym usłyszał także Wasze typy, bo wbrew pozorom ekranizację Doom 3 można pociągnąć w różnym kierunku.

  • Sick

    Elliot Swann to Michael Ironside. pasowałby taki aktor w jego wieku do pojedynku z szalonym doktorkiem.

    „Doom 3″ to jeden z moich ulubionych horrorów na PC. w sumie chyba tylko jeden jest lepszy – System Shock 2

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Ironside to bardzo dobry typ. Imo może obecnie ciut za stary, ale wizualnie celny strzał.

  • arcymon

    Juz mialem zachwalac artykul, kiedy zobaczylem ze nie jestem na blogu GRRR. (no tak przeciez te pisarczyki z GRRR w zyciu nie skleciliby wiecej niz 3 slow)

    Swietny artykul, rzeczowy, z cala masa faktow, widac ze autor zna sie i na filmach i na grach. Az milo czytac! oby wiecej takich

  • niki

    ja tylko pytam po co ekranizować gry, które same w sobie są kalkami z filmów? co innego latać z giwerą po ciemnych korytarzach, a co innego oglądać to na ekranie! większość egranizacji ma ten sam problem – bezpłciowych bohaterów i kompletnie nielogiczny scenariusz (który w grze nie ma aż tak dużego znaczenia). najśmieszniejsze co może się przydarzyć do zrobienie filmu na podstawie GTA, które zrzyna całe sceny z kilkudziesięciu innych filmów. to się nazywa post-postmodernizm:)

  • johny_mnemonick

    W kwestii formalnej:
    John Doe to odpowiednik polskiego N.N. a nie Jana Kowalskiego, ten to John Smith.

  • Core

    W Anglii jest John Smith, w USA John Doe (w tym również N.N.)

  • johny_mnemonic

    Jeśli już tak rozdzielasz to tym bardziej sie mylisz. Amerykański John Doe to N.N a amerykański Jan Kowalski to John Smith, Joe Blow, average Joe i jeszcze pare innych.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Moje źródło to Wikipedia, ale wiem, że niektórzy nie uznają je za wiarygodne. Chętnie zatem dowiem się twojego źródła, może się czegoś jeszcze nauczę.

  • Gunman40k

    Dokładnie, określenie „John Doe” stosuje się gdy nie znamy nazwiska jakiejś osoby.
    I jeszcze jedno: w grze nasz bohater jest kapralem, a nie szeregowym.

  • johny_mnemonic

    Nawet jeśli Twoim źródłem jest Wikipedia to jest tam wyraźnie napisane że to N.N i tak jest używane w Polsce. Inne źródło? Prosze bardzo chociażby to: http://megaslownik.pl/slownik/polsko_angielski/68708,Jan+Kowalski
    lub to (tez wikipedia)
    http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Doe_(ujednoznacznienie)

    Myśle że można by znaleźc jeszcze kilka.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Lol, przytaczasz Wikipedię, ale tylko to hasło, które pasuje do twojej tezy. Kontra:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Doe
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kowalski
    Jałowa dyskusja z głupiej pierdółki. Jak widać kwestia nie jest taka jednoznaczna, jak by się wydawało.

  • johny_mnemonic

    „Lol”, a Ty niby co przytaczasz? Jak sam napisales, „…hasło, które pasuje do twojej tezy.”, i drugie w którym wyraźnie jest napisane „w innym znaczeniu(..)porównać go można z polskim Janem Kowalskim.”. Nie powszechnie używanym a innym – widzisz różnice? Poza tym sam napisałeś, „..niektórzy nie uznają je za wiarygodne”. I ostatnie – jak również zauważyłeś taka polemika nie ma większego sensu, uważasz że masz racje i koniec tematu. Dodam tylko że słysząc określenie John Doe kojarzy mi się ono z kimś martwym (czyli naszym rodzimym N.N.) a nie z jak najbardziej żywym Janem Kowalskim, ale osobiście uważam że to tylko kwestia obycia z językiem.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Tak uważam, że mam rację w kwestii, że John Doe używane jest w dwóch przypadkach. Ponadto jeśli nie widzisz różnicy między przytaczanymi przez nas argumentami to ja już nic na to nie poradzę. Ja przytaczam rzetelnie argumenty, które wyjaśniają obie kwestie, a ty tylko te, które pasują do twojej. „Widzisz różnicę?” Ode mnie EOT, bo naprawdę mam lepsze rzeczy do roboty, niż dyskutować o Johnie Doe ;)

  • johny_mnemonic

    Czyli uważasz że moje argumenty (między innymi z przytaczanej również przez Ciebie wikipedi) są mniej rzetelne niż Twoje? Różnice w przytaczanych przez Was argumentach widze, tylko chyba właśnie Ty jej nie dostrzegasz. Oprócz tego jest coś takiego jak znajomość języka a nie tylko tłumaczenia ze słownika. Ale wcale mnie to nie dziwi Typowo betonowe myślenie – jeśli ktoś myśli inaczej niż ja to znaczy że sie myli. Gratuluje i życze powodzenia w dalszej karierze na blogu.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Masz rację, Amerykanie też się mylą.
    http://en.wikipedia.org/wiki/John_Doe
    I żebyś nie musiał się wgłębiać w lekturę: „John Doe is often used in general discourse and popular culture to refer to an unknown or „typical” person”
    Serio, powinieneś nauczyć się dawać na wstrzymanie, bo to nie ja mam problemy z przyznawaniem się do błędu.