Niezła recenzja: Genua. Włoskie lato

genua1

Ostatni raz, gdy oglądałam Colina Firtha na ekranie, odkrywał on swoją homoseksualną naturę pod wpływem źródełka Afrodyty. Teraz jest ojcem dwóch córek, świeżutkim wdowcem zagubionym jak (chyba każdy) turysta, który jest pierwszy raz w Genui. Czy to udana próba pokazania udźwignięcia ciężaru tragedii?

Michael Winterbottom po ostatnich produkcjach Cena odwagi Droga do Guantanamo wraca do kameralnej tematyki, do pokazania skomplikowanych relacji między ludźmi, ale? w sposób niesamowicie nieskomplikowany.
Joe (Colin Firth) gra ojca dwóch córek ? kilkuletniej Mary i kilkunastoletniej Kelly. Punktem wyjścia tej historii jest wypadek samochodowy, w którym ginie żona bohatera i matka dziewczynek. Szczęśliwa dotąd rodzina nagle odczuwa wobec siebie dziwne uczucia. Między siostrami narasta napięcie spowodowane przyczyną wypadku. Jedna z nich dźwiga zbyt duży ciężar jak na swój wiek. Druga nie umie, ale przede wszystkim nie chce jej pomóc. Relacja ojciec-córka chyba na ogół jest chłodniejsza niż między matką a córką. Tu widzimy ojca, który nie potrafi zrozumieć dziewczynek, choć bardzo się stara. Brak mu jednak tej typowej, niby stereotypowo, ale jednak nie bez przyczyny, przypisywanej kobietom empatii. Gotuje im, całuje na dobranoc w czółko, ale nie potrafi przebić się przez ich zamknięte skorupy. Z kolei przez jego pancerz nie potrafi przebić się przyjaciółka Joe z czasów studenckich Barbara (Catherine Keener) ani inna kobieta ? młoda studentka z zajęć letnich na uniwersytecie w Genui.

genua4

Skąd się wzięła ta Genua? Joe jest wykładowcą uniwersyteckim. Dostaje propozycje, by przez rok wykładać antropologię właśnie w tym malowniczym włoskim mieście. Po smutnych wydarzeniach, których doświadczyła jego rodzina zmiana otoczenia wydaje mu się atrakcyjną propozycją, próbą może nie tyle ucieczki od problemów, ale przeniesienia ich w inny klimat. Genua jest miastem tajemniczym, pełnym mrocznych wąziutkich uliczek. Ciekawa jestem skąd pomysł twórców, by właśnie tam umieścić akcję tej historii. Czy pomysł narodził się w głowie Winterbottoma, który jest współscenarzystą filmu ? gdy przechadzał się kiedyś dusznymi ulicami Genui? Czy może historię miał gotową, szukał tylko miasta z odpowiednim klimatem i ciężarem?

genua2

Bo w Genui powietrze jest ciężkie. Upał potęguje spowolnienie, poczucie ciężaru istnienia, które w bohaterach wywołała tragedia. Wtłaczanie się niejako na siłę w pewne czynności, co ma służyć poprawie, tak naprawdę nie pomaga. Joe chce, by dziewczynki chodziły na lekcje gdy na pianinie. Dla obu jest to pewne obciążenie ? pianistką była ich zmarła matka. Młodsza dziewczynka ucieka w grę, bo czuje, że robi to dla matki. Dla niej jednej matka nie odeszła na zawsze, ona z nią wciąż rozmawia, przebywa. Nieświadomy niczego ojciec i starsza siostra, nie przeczuwają do czego może doprowadzić ta ucieczka w fikcję. Zresztą starsza siostra ma swoje problemy. Wkracza w dorosłość poprzez romans z przystojnym Włochem. Szybko przekona się, że bliskość fizyczna nie daje poczucia prawdziwej intymności, gdy potrzebuje się wsparcia drugiego człowieka.

Co mi się w tym filmie bardzo podoba, to przede wszystkim niewymuszona gra aktorska. Zwłaszcza Catherine Keener, która zdaje się wytaczać najmniejszy z możliwych arsenał sztuczek aktorskich, a tak niezwykle precyzyjnie pokazuje całą niepewność swojej sytuacji w relacji z Joe.

genua3

Obsadzone w roli córek ? młodsza (Perla Haney-Jardine) i starsza (Willa Holland) są, chciałoby się powiedzieć, profesjonalnymi aktorkami. Czy to zasługa reżysera, czy tak zdolnej ekipy? Może wypadkowa wielu talentów. Pewnie niektórych widzów zrazi senne stonowanie tego filmu, ale ja uważam, że to jeden z jego atutów. Ciekawy sposób, by pokazać ciężar i smutek żałoby po bliskim człowieku przez monotonny rytm dni spędzanych w malowniczym miejscu, gdy trudno jest się tak naprawdę nim zachwycać. Mnie film Genua. Włoskie lato zachwycił. A was?


  • furiad

    Sądząc po tytule ostatniego filmu Michaela Winterbottoma ?Genua. Letnie wakacje? zwiastuje nieskrępowaną, wakacyjną przygodę; taplanie się w morzu beztroski, w słońca parzącej miłości?
    Wakacyjna aura unosi się w filmie, ale motywem jak i determinantą działań bohaterów ? dwóch sióstr oraz ich taty ? jest strata. W wyniku niefrasobliwego gestu młodszej córki ? Mary ? dochodzi do wypadku samochodowego, w którym ginie mama. Konsekwencją tego zdarzenia jest wyjazd z zimnego, zatopionego w smutnych wspomnieniach Chicago. Samotny tato pragnie uwolnić córki i siebie od wciąż dręczących myśli, koszmarów na śnie i jawie. Miejscem ich przeznaczenia staje się Genua; włoskie, średniowieczne miasteczko, z zapachem morza, pizzy oraz espresso.

    Na pierwszy rzut oka, w nowym, wolnym od budzących bolesne wspomnienia mieście, dramat ostatnich miesięcy jest pozornie nieobecny, uśpiony, choć przez cały czas ?zjawa z przeszłości? jak cień snuje się dosłownie i w przenośnie za bohaterami. Ten urokliwy labirynt uliczek, w którym można biegać do utraty tchu kusi i wabi, a jednocześnie przeraża przywodząc na myśl mityczny labirynt; bez wyjścia i zbawiennej nici Adrianny.

    Ta plątanina ulic jest metaforą tych skomplikowanych emocji, zawiłych relacji między siostrami. Mary mimo pogodnego usposobienia, nosi w sobie mroczną tajemnicę, która burzy jej codzienny spokój. Poczucie winy jej nie opuszcza ani na moment, zresztą starsza siostra ? Kelly ? nie pozwala zapomnieć. Wyobraźnia Mary staje się katalizatorem dla tłumionego bólu oraz gryzącego sumienia, za sprawą tych dziecięcych fantazji spotyka się z duchem matki. Kelly przeżywa śmierć mamy na swój nastoletni; buntowniczo-wojowniczy sposób. Rzuca się w wir pierwszych namiętności, poznaje tajniki kobiecości i wkracza na drogę dorosłości. Spędza, wydawałoby się, typowe w wydaniu nastolatki wakacje; plażowanie, imprezowanie, jednak nagłe wybuchy złości oraz strach, uruchamiany podczas podróżowania pojazdami mechanicznymi, świadczą o uchylonym wieczku Puszki Pandory.

    Michael Winterbottom bez towarzyszącej zwykle tematowi śmieci pretensjonalności, patosu opowiada w niewymuszony, naturalny sposób o bezpowrotnej utracie kogoś bliskiego. Trochę na przekór, wbrew oczekiwaniom, w celach terapeutycznych kontrastuje owe tragiczne wydarzenie z letnią, śródziemnomorską bryzą. Z wdziękiem kamera poruszamy się za bohaterami podpatrując ich perypetie. Na przykładzie dwóch sióstr oraz ojca pokazuje jak traumatyczne przeżycie odciska swoje piętno na bohaterach, i każdy z nich zmaga się, cierpi w prywatnej jaki i uwodzicielskiej, włoskiej przestrzeni. Reżyser zdaje się mówić, iż owszem, wakacyjna atmosfera sprzyja rozmarzeniu, chwilowemu zapomnieniu, natomiast prawdziwą ulgę przynosi dopiero zmierzenie się z faktem, a nie wymykanie się do miejsc, w wyobraźnię czy przyjemnostki. W końcu codzienność i tak dopada, dlatego rozsądniej jest szukać zgody na to co nieuchronne i podjąć próbę życia z tym. A stary, dobry kontynent pociesza, czaruje, wbrew obiegowej, propagowanej przez Henrego Jamesa opinii.