Miłość się zdarza. Zwłaszcza Aniston.

Ona i on. Spotkali się, gdy się tego najmniej spodziewali. Żadne z nich nie pomyślało nawet, że może cos z tego wyniknąć. Smutek w jego oczach... Na pewno przeżył jakąś tragedię i nie myśli o związku. Ona zapracowana, nie ma czasu na miłość. Zresztą i tak by się im nie udało. A może jednak? Znacie te ckliwe historie? Już wam niedobrze?
Kolejna amerykańska produkcja z cyklu: trochę miłośnie, trochę zabawnie ale przede wszystkim romantycznie. Debiut reżyserski Brandona Campa, scenarzysty dość dziwacznego filmu Znamię (Dragonfly) z Kevinem Costnerem. I to od razu, powiedziałabym, wejście smoka. Bo zaangażować Jennifer Aniston do komedii romantycznej to jak trafić szóstkę w totka.
To już było tyle razy? No pewnie. Ale nie w tej konfiguracji. Jennifer Aniston i Aaron Eckhart jeszcze się w sobie nie zakochiwali na ekranie. A trzeba jeszcze dodać, że nie będzie to takie hop siup i happy end. Historia jest trochę bardziej spomplikowana. Bohater jest wdowcem i pojawienie się kobiety w jego życiu skłoni go przede wszystkim do refleksji, czy uporał się już ze swą tragedią. Wszystko podane w słodkim i urokliwym sosie. Film Love happens we wrześniu ma swą premierę na świecie.
Zwiastun, żebyście sobie popodziwiali psie smutne miny obojga bohaterów. Podśmiewam się nieładnie, ale jestem przekonana, że to będzie całkiem sympatyczny film. A już na pewno spodoba się miłośnikom gatunku. Pikanterii całemu oczekiwaniu na premierę dodaje fakt, że ponoć Aniston i Eckhart naprawdę się spotykają. Czego to ludzie nie zrobią, by film się lepiej sprzedał!

Jakie to pretensjonalne i typowe. Z reguły krytykuje sie tego typu kino, a przeciez wiadomo, że jest to utrzymane w pewnego rodzaju konwencji. Do której już sie przyzwyczailismy. Takie filmy pobudzaja w nas pokłady sentymentalizmu. I nie obciazaja. Troche obiektywizmu. Mysle, ze w swojej kategorii film jest zrealizowany dobrze. I zapewne osiagnie swoj efekt. Tak jak wprost i otwarcie jest zapowiadany. Nikt przeciez nie wmawia nam ze to ma byc arcydzieło. Za kazdym razem ten sam schemat. komedia romantyczna= żenada. Aktorzy przesłodzeni, fabuła infantylna. Troche dystansu.
ależ ja zupełnie obiektywnie stwierdzam, że na pewno będzie sympatyczny film:)
podśmiewam się z tej konwencji (tak jak niemal wszyscy), ale i tak lubię się w nią czasem zanurzyć (tak jak niemal wszyscy). zresztą po tym panu (po pani mniej, z przyczyn oczywistych) spodziewam się poigrania z konwencją.
a przeczytałaś do końca?
to zdjęcie jest piękne.
Za dużo wytłuszczeń w tekście. Nazwiska, tytuły albo ważne stwierdzenie to ok. W takim natłoku grubej czcionki nic tak naprawdę ważnego nie podkreśla. Mi się źle czyta. Pozatym wpis ok.
Jennifer w komedii romantycznej to nie szóstka w totka a codzienność ;) przecież z tego co wiem to ona nie grała w innej konwencji, tylko czasem było więcej komedii a czasem więcej romantyzmu ;)
a ja uwielbiam fimy typu odmozdzacze :-) chetnie sie wybiore!