Boisz się tego, czego nie widzisz? | recenzja Paranormal Activity

Paranormal Activity

Hype wokół Paranormal Activity był w Internecie tak ogromny, że oczekiwania wobec niego urosły do niebotycznych rozmiarów (to samo czeka Avatara) ? przerażający horror, posikasz się ze strachu, dostaniesz zawału, blablabla. Czyżby dlatego tyle osób było rozczarowanych? Bo nie doznały objawienia? Bo seans nie wstrząsnął nimi i mogli spokojnie spać w nocy? Jakikolwiek był powód narzekań, ja jestem z filmu bardzo zadowolony. Abstrahując od tego, że niemal w ciemno łykam wszystkie horrory paradokumentalne, seans przypomniał mi jedno ? film grozy nie potrzebuje wychuchanej charakteryzacji i dopieszczonych efektów specjalnych by wystraszyć widza, albo zadbać o niepokojący klimat.

Historia jest prosta niczym matematyka w podstawówce. Każdy wie, że 2 + 2 = 4, więc skoro mamy młodą parę, która kupuje profesjonalny zestaw rejestrujący audio/wideo, to wiadomo, że chcą nagrać obecność duchów w domu. I wokół tego oczywiście koncentruje się cała fabuła ? w nocy straszy, a w dzień młodzi analizują i dyskutują. Nuda, nie? Owszem, może wydawać się nudne, jeśli nie kupuje się konwencji paradokumentalnej. Z zasady filmy te nie są efektowne (wyjątkiem jest Cloverfield), więc trzeba umieć wczuć się w wydarzenia na ekranie. Jedni będą ziewać i marudzić, że bohaterowie ciągle tylko gadają, a od czasu do czasu coś w nocy uderzy w drzwi, albo zostawi ślady na podłodze. Ale drudzy tak wsiąkną w ?rzeczywiste? wydarzenia, że z napięciem będą słuchali podenerwowanych dyskusji zwykłej pary, a paranormalna aktywność będzie wywoływała ciarki na plecach. Wystarczy sobie wyobrazić, co by było, gdyby to tak w Waszym pokoju nagle coś w nocy spadło ? albo ma się wyobraźnię, albo jest się na nią odporny.

Paranormal Activity

Paranormal Activity został nakręcony za śmieszne pieniądze ? zaledwie 15 tysięcy $. W związku z tym nie mamy co liczyć na efektowne objawianie się istoty. Ale nie w tym rzecz. Film korzysta z tradycyjnych elementów horroru ? suspensu i straszenia tym, czego nie widać. Nie dziwi mnie zatem, że dzisiejszy widz, wychowany na dosłowności, kręci nosem. Nie ma hektolitrów krwi, nie ma przerażającego wizerunku demona, jest za to stukanie i pukanie. Duża siła horroru tkwi właśnie w efektach dźwiękowych. Nie oglądajcie filmu w domu, bo stracicie połowę frajdy ? w kinie wszelkie odgłosy robią niezwykle sugestywne wrażenie (o ile nie siedzi koło ciebie jakiś buc, który  żre popcorn i ciągle miele ozorem). Tu chodzi o klimat, a nie zaskakujące efekty specjalne.

Brawa należą się także aktorom, którzy wcielili się w głównych bohaterów. Dialogi były w głównej mierze improwizowane, dlatego Katie i Micah (swoją drogą prawdziwe imiona aktorów ? podobny chwyt jak w przypadku Blair Witch Project) wypadli bardzo naturalnie ? mamy wrażenie oglądania autentycznego domowego nagrania. Można jedynie przyczepić się do psychologicznego rysu postaci chłopaka ? z jego zachowania można wywnioskować, że ten facet jest albo totalnym idiotą, albo macho, który musi udowodnić dziewczynie, że duchy mu nie straszne. Jest jeszcze parę drobnych zgrzytów, ale na szczęście jako tako nie wpływają one negatywnie na odbiór filmu.

Paranormal Activity

Czy Paranormal Activity sprostał szumowi, który wokół niego powstał? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja zawsze z pewną rezerwą podchodzę do wszelkich hype?owych produkcji (co nie znaczy, że się nie ekscytuję przed seansem), bo zbyt wielkie oczekiwania mogą po prostu popsuć przyjemność z oglądania filmu. O ile tylko nie spodziewacie się rewolucji w horrorze, lubicie skromne i paradokumentalne kino grozy, Paranormal Activity może się podobać, nawet bardzo.

PS. Kinowe zakończenie zasugerował Steven Spielberg. Poniżej możecie obejrzeć oryginalne zakończenie. Które Wam się bardziej podoba?

PS 2. Studio The Asylum już szykuje swoją podróbkę ? Paranormal Entity.

Paranormal Activity

Foto: Vision

  • http://niezlekino.pl/author/pawel-kanski Pawel Kanski

    Ja muszę powiedzieć, że film mnie rozczarował, a nadmuchana do granic możliwości kampania reklamowa (bajki o seansie Spielberga) po prostu zniszczyła cały efekt. To jedne, drugie to fakt, że film jest po prostu nudny i niestraszny :) Porównywanie go do BWP jest naciągane. Podobny koncept to nie wszystko… Nie mniej jednak, dla mniej odpornych widzów może być fajnym przeżyciem :)

  • http://www.reviews.blox.pl milczacy_krytyk

    Chociaż zakończenie Spielberga jest typowo w hollywoodzkim stylu to jednak podoba mi się ono bardziej od oryginalnego, bo zaskakuje i nie jest tak wydłużone w czasie jak to oryginalne.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    „Porównywanie go do BWP jest naciągane.” – tak, bo BWP jest nudniejsze :D

  • Noras

    …bardzo mi się podoba Twoje (prof…) podejście do sprawy Irku..w stu procentach się zgodzę…
    Ja także byłem nastwiony nieco sceptycznie ( biorąc pod uwagę rozdmuchanie info na temat filmu) nie mniej jednak kiedy podchodzę do oglądania eleminuje spojrzenie przez pryzmat tego co się wokół danego filmu działo przed moim odbiorem obrazu…I oglądam go z czystego konta..Nie inaczej było w tym wypadku…przy ciszy w otoczeniu i odpowiednim nastroju film może napsocic nam w głowie…
    Film może byc prosty co jednak nie wyklucza, że może on się dobijac do naszych najskrytszych lęków..
    Ten taki jest…reszta jest kwestią gustu naturalnie..
    Pozdr

  • http://niezlekino.pl/author/pawel-kanski Pawel Kanski

    Hehe, ja uważam wręcz przeciwnie. Las jest naprawde ciekawy ;-) Jeszcze coś co mnie strasznie drażniło u Katie i Micah. Czym do cholery oni się zajmowali na codzien? :) Ogladajac ten film nie bylo wrazenia ciaglosci rytmu dni, a przez to obraz traci na realizmie. W BWP wiadomo bylo, ze w lesie nie za wiele mozna robic, oprocz bładzenia i tracenia zmyslow co tez bohaterzy robili:) A w PA główni bohaterowie przez kilkanascie dni zajmują się dosłownie niczym…

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Chciałbyś 3-godzinny film? Dopiero wtedy byś narzekał, że nudny ;) Trochę bez sensu, by Micah rejestrował co robią na co dzień – nie po to kupił kamerę. Poza tym parę kwestii było lekko zasugerowanych – studia Katie (gdy się próbowała uczyć), coś tam sklecała z koleżanką (pewnie jakaś praca zarobkowa), Micah był maklerem.

  • wagu

    Ja tam uważam, że to mógł być jeden z najlepszych horrorów ever, ale.. Powiem szczerze, że miałem stracha do czasu kiedy zaczęła się poruszać ta tabliczka Ouija. Po tym jakoś czar prysnął i się totalnie rozluźniłem. Co gorsza zachowanie tego kolesia już mnie tylko później śmieszyło. Ale doceniam oryginalność (dziwne, że nikt do tej pory, czegoś tak genialnego w swojej prostocie, nie nakręcił) i na pewno 100x wolę coś takiego, niż jakieś wyskakujące potwory!

    Ps. Ja tam uważam, że w domu ten film robi dużo większe wrażenie. Jesteśmy sami, ciemny pokój – gwarantuję, że będziemy sprawdzać, czy aby drzwi się nie poruszyły :)

    Ps2. Oryginalna końcówka bardziej mi się podobała.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Zaskakują mnie reakcje ludzi na ten film. Zazwyczaj spotykam się albo z bardzo pochwalnymi, albo totalnie niszczącymi opiniami – rzadko jest pośrodku. Co ciekawe, często zalety zwolenników są przez przeciwników odbierane jako wady i na odwrót (vide straszenie, nuda itp). Najlepszym przykładem, że ten film potrafi straszyć (nawet maniaków horroru) jest moja dziewczyna – spać w nocy po nim nie mogła (nie piszę już o jej siostrze, bo to całkiem inny przypadek;) Tak jak napisałeś – może dobijać się do naszych najskrytszych lęków.

  • Esoteriuss

    Dla mnie taki sobie… strasznie przynudza. Zbyt szybka końcówka… ogólnie 6/10. Trochę chore i niezrozumiałem jest zachowanie bohaterów, którzy nie szukają pomocy u znajomych chociażby :) Tylko kiszą się w tym domu z demonem. Ogólnie nie polecam. Film rozczarowuje, jedyne co można pochwalić, to wykonanie jak na niskobudżetowy film, bardzo dobre.

  • Zdystansowany

    Jesli calosc jest tak nudna i przydlugawa jak ten klip powyzej to dobrze ze nie marnowalem czasu na ogladanie tego w kinie :).

  • Noras

    …heh w tych czasach publicznośc zrobiła się nader wybredna, wampiry zrobiły sie głądkie, piękne i romantyczne, sadyzm też się przejadł, nie cieszą ich już filmy Romero, ale jednego ciekaw jestem „reakcji” i „min” podczas gdy siedząc sami w domu coś zaczęłoby im stukac po nocy, trzaskac drzwiami bądź słychac byłoby dochodzące szepty…
    Jestem przekonany, że w trybie natychmiastowym odkurzyli i uruchomiliby swoją wyobraźnie przecież tak nieodzowną podczas oglądania takich filmów;]..
    Pozdr

  • niki

    Zgadzam się z wagu – włączcie sobie ten film w nocy na słuchawkach, a po seansie wsłuchajcie się w odgłosy domu. Gwarantowany przyjemny dreszczyk niepokoju :)

    W kinie nie ma szans na taki klimat ze względu na łosi siedzących obok – a to jest raczej nieuniknione

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Jest taka szansa – poza mną na sali była tylko jedna osoba :) Trzeba tylko wybrać się jakoś wcześnie, gdy wszyscy są jeszcze w pracy, albo w szkołach. Ewentualnie poczekać jeszcze kilka dni i tłumów na sali raczej już nie uraczymy.

  • wats0N

    Ja przed obejrzeniem tego filmu (samotnie wieczorem w domku) nic o nim zupełnie nie słyszałem i powiem szczerze, że pomimo iż oglądam sporo filmów z gatunku „horror/thriller” to ten film zdecydowanie zrobił na mnie Ogromne wrażenie z dużym dreszczykiem i przemyśleniami do tego stopnia, że ostatnie ok 20 min. filmu musiałem sobie dokończyć na drugi dzień rano, bo troszkę wymiękłem w trakcie seansu nocnego…