Avatar: obiektywnie i subiektywnie

Avatar

Zgodnie z oczekiwaniami Avatar bije rekordy popularności (w ciągu 17 dni zebrał już ponad miliard dolarów na całym świecie i znajduje się na 4 miejscu najbardziej dochodowych produkcji), ale także wzbudza mieszane uczucia ? od zachwytu, po mieszanie go z błotem. Którzy widzowie mają rację? Jak zawsze prawda leży gdzieś pośrodku, dlatego postaram się przyjrzeć nowemu hitowi Jamesa Camerona względnie obiektywnym okiem. Przy okazji nie omieszkam także dać upust swoim emocjom.

UWAGA! KILKA SPOILERÓW!

Avatar

Fabuła:

Obiektywnie: Prosta, nie trudno przewidzieć dalsze wydarzenia, niczym nie zaskakuje. Zarys fabularny to hybryda PocahontasTańczącego z wilkami. Jeśli ktoś spodziewa się zaskakujących zwrotów akcji, może być mocno rozczarowany. Nie trudno też filmowi zarzucić tani sentymentalizm ? miłość pokona wszelkie bariery, jak by nic innego nie było ważne (naiwność do kwadratu). Dodatkowo produkcja Camerona ma silny wydźwięk proekologiczny ? bez wątpienia będzie to ulubiona pozycja Greenpeace.

Subiektywnie: Czasami mam już dość słuchania, że film jest mało oryginalny, że to już było. Tak, kino od lat zjada własny ogon i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jeśli ktoś nie może się z tym pogodzić, niech nie sięga po nowe pozycje (albo bardzo wybiórczo) i pozostanie przy klasykach. Osobiście nie mam nic przeciwko znanej historii w nowym opakowaniu, o ile to opakowanie potrafi zaciekawić, wzruszyć i wciągnąć. James Cameron to fantastyczny rzemieślnik, który wie, jak wywołać w widzach emocje. Czy podczas seansu wiedziałem, co się za chwilę stanie? Jasne. Czy mi to przeszkadzało? Nie, gdyż Cameron, pomimo kalek fabularnych, poskładał historię w tak zgrabną całość, że mnie autentycznie wzruszyła i wciągnęła bez reszty.

Avatar

Efekty specjalne:

Obiektywnie: Jest rewolucja w 3D? Nie, ale jest to na pewno krok dalej. Problem leży w tym, że okulary do oglądania w trójwymiarze przyciemniają obraz, co momentami trochę drażni. Sceny, w których nie ma znacznych efektów 3D, ogląda się lepiej bez okularów. Co innego już główne danie, czyli sceny w 3D. Efekt głębi potrafi zachwycić ? wrażenie obcowania z czymś rzeczywistym pojawia się dość często. Rozczarowani będą jednak ci, którzy liczyli na wyskakujące z ekranu bajery ? niewiele tego jest, ale też nie o to chodziło Cameronowi. Trójwymiar ma jednakże jedną poważną wadę, albo nie została ona jeszcze dopracowana. Chodzi mianowicie o perspektywę. O ile w 2D wyraźny pierwszy plan i trochę bardziej zamazany drugi nie razi tak bardzo, o tyle w 3D efekt ten potrafi popsuć zabawę. Ponadto kilka razy wyłapałem kiepsko dopracowane rzeczywiste postacie na tle obrazu trójwymiarowego ? pewnie nie wszyscy zwrócili na to uwagę, ale kilka razy było widać lekką poświatę wokół osób, tak jak to często ma miejsce przy źle wklejonym krajobrazie na green screenie.

Czy jest zatem jakikolwiek przełom w efektach specjalnych? Poniekąd można tak powiedzieć o samym przedstawieniu Na?vi. Nareszcie cyfrowe postacie oddają ogrom ludzkich emocji. Można zauważyć nawet subtelne drgnięcia mięśni twarzy ? spece od komunikacji niewerbalnej na pewno byli pod wrażeniem.

Subiektywnie: Pomimo drobnych wad, jakie niosą ze sobą okulary, całkowicie wsiąkłem w świat przedstawiony w filmie. Już od pierwszej prawdziwie trójwymiarowej sceny, gdy Jake wychodzi z komory hibernacyjnej, uśmiech nie schodził mi z twarzy. A to tylko początek, bo dopiero bogactwo Pandory poraża. Wszelkie roślinki, zwierzątka, bieganie nad gigantycznymi przepaściami, lewitujące wyspy ? można się rozmarzyć. Nie bez powodu jest to film, który można spokojnie oglądać po kilka razy.

Avatar

Akcja:

Obiektywnie: Akcja poprowadzona jest zgodnie z zasadą największych hitów Camerona. Nie ma wielkiego hitchcockowskiego wstrząsu na wstępie filmu, by później krok po kroku budować napięcie. Reżyser od samego początku powoli wciąga nas w świat Pandory. Momentami można mieć wrażenie, jakbyśmy oglądali program Discovery, by później przejść do akcji pełną gębą, z wplecionym pomiędzy wątkiem miłosnym.

Subiektywnie: To taki film dla każdego. Spodoba się dziewczynom, bo są piękni bohaterowie (tak, zarówno bardziej ludzkie awatary, jak i dzicy Na?vi mogą się podobać), pomiędzy którymi rozwija się miłość. Spodoba się chłopakom, bo są żołnierze, wojna i całkiem seksowna Neytiri. Spodoba się także ekologom, bo Cameron sugeruje, iż powinniśmy żyć w zgodzie z naturą. Na dodatek akcja jest tak zgrabnie poprowadzona, że 2,5-godzinny seans mija w mgnieniu oka.

Avatar

Muzyka:

Obiektywnie: Plemienne rytmy na przemian z pięknymi melodiami i czysto militarnymi zagrywkami, przywodzącymi momentami na myśl Obcego – decydujące starcie. Przewodnia piosenka I See You w wykonaniu Leony Lewis to niestety tylko kalka Celine Dion My Heart Will Go On.

Subiektywnie: Muzyka jest ładna, ale jakoś szczególnie nie zachwyca. Mimo tego swoje zadanie spełnia całkiem dobrze, bo tam gdzie ma wzruszać, wzrusza, gdzie wywołać skok adrenaliny, wywołuje. Nawet piosenka Leony Lewis po seansie nie wydaje się być taka zła. Jej linię melodyczną bardzo zgrabnie wpleciono w ścieżkę muzyczną filmu, a efekt jest taki, że nie raz ściskało mnie w gardle. Obiekcje mam tylko do jednego momentu w finałowej bitwie, gdy dochodzi do kontrataku zwierząt ? okropny patos bez pomysłu.

Avatar

Bohaterowie:

Obiektywnie: Jak to na film o obcych przystało, mamy zarówno twardych wojaków, jak i bezradnych naukowców. Pierwsi nie lubią tych drugich i z wzajemnością. Nie uświadczymy głębokich psychologicznie postaci, czy zaskakujących przemyśleń. Bohaterowie są jednowymiarowi, a zmiany w postępowaniu niektórych z nich są przewidywalne.

Subiektywnie: Większość po prostu nie drażni. Cała fabuła i tak jest zbudowana wokół sympatycznego wojaka Jake?a i dzikiej piękności, Neytiri, więc reszta bohaterów nie jest jakoś szczególnie rozbudowana. Każdy ma swoje zadanie do wykonania i tego się reżyser trzyma. Nie zmienia to faktu, że przyjemnie było znowu zobaczyć Sigourney Weaver w filmie Camerona, pułkownik Quaritch to fajny kozak, a Michelle Rodriguez tradycyjnie ginie jak w większości filmów z jej udziałem (ma dziewczyna niewdzięczne role).

Avatar

Suma sumarum:

Obiektywnie: Avatar to solidny blockbuster, który nie miał prawa się nie udać. Jest tu wszystko, czego potrzeba do dobrego filmu rozrywkowego ? mnóstwo efektów specjalnych na bardzo wysokim poziomie, prosta historia, która nie wprowadzi w zakłopotanie, a pozwoli skoncentrować się na akcji, wątek miłosny między bohaterami z dwóch różnych światów oraz powalające sceny batalistyczne. Powtarzam, to miał być i jest zwykły blockbuster, a nie Ojciec chrzestny w kosmosie ;)

Subiektywnie: Pomimo kilku niedoróbek, na które w gruncie rzeczy można przymknąć oko, to kawał dobrego filmu sci-fi. Nie rozumiem głosów osób, które mieszają go z błotem, ale zwolennicy także powinni dać sobie na wstrzymanie z hasłami typu ?genialny?. To niezwykle przyjemna bajka dla trochę starszych widzów, którą można oglądać po kilka razy (za jakieś 2-3 tygodnie wybiorę się do kina po raz trzeci). Jest to niezwykła uczta dla oka, ale ?rewolucją w kinie? nazwać jej nie można. No chyba że jesteś przeciętnym zjadaczem chleba, który w kinie szuka prostej i nie wymagającej myślenia rozrywki. Nic w tym złego, ale nie takie filmy powinno się wynosić na piedestał ? arcydzieło ma zadziwiać nie tylko oczy, ale także umysł.

Dziękuję za uwagę.

Foto: Imperial – Cinepix

  • Smud

    Subiektywna opinia – oczywiście lepsza; bo tego typu obiektywów to na internecie jest rozsianych w setkach opinii bez mała.
    W sumie z silnym wydźwiękiem proekologicznym to jednak mogłeś sobie darować – chyba tylko patrząc pierońsko w tym kierunku i doszukując się an siłę tego typu rzeczy można odnaleźć maksymalnie kilka cytatów w tym kierunku.

  • Smud

    aAAaaaa, jesteś juz po 2 seansie?

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Jak dla mnie wydźwięk proekologiczny jest dość oczywisty, ale nie żeby było w tym coś złego. Nieprawdą jest, że niszczymy swoją planetę? Nieprawdą jest, że chcąc wydobyć/wybudować to i owo niszczymy bez oporów różne ekosystemy? Tacy już jesteśmy i Cameron dał temu upust w „Avatarze”. Nie musi to mieć żadnej wartości edukacyjnej, ale jako historia do filmu rozrywkowego sprawdza się całkiem nieźle.

  • http://www.infomusic.pl Art+Vandelay

    Cenię sobie od lat Camerona i słysząc o planach nowego filmu Sci-Fi byłem nastawiony wyjątkowo pozytywnie. Gdy zobaczyłem trailer można delikatnie napisać, że poczułem się zawiedziony. W ramach protestu i na przekór wszechobecnej euforii, której strasznie nie lubię do kina nie pójdę. Może w TV obejrzę, jeśli w ogóle.

  • Smud

    No, ale żeby odrazu to było silnie zaakcentowane? ten motyw przewija się jedynie w tle samego filmu. A wybuchowa fabuła nie daje widzowi ani chwili by się nad tym zastanowić.

  • Smud

    @Art – serdecznie gratuję podejścia w stylu, jak coś się wszystkim podoba, to ja to mam gdzieś.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Jedni koncentrują się na akcji i nie zauważają innych rzeczy – inni mają oczy i uszy szeroko otwarte ;)

  • Sparrow93

    bardzo dobre podejście swoją drogą, trzeba być oryginalnym ; )

  • Why

    Bardzo przyjemna recenzja!

    Avatar byłby „genialny”, gdyby nie był produkcją amerykańską :-)
    Jest po prostu zbyt lekki, prosty i bezpośredni w odbiorze, oczywiście w negatywnym znaczeniu. Oczywiście jak przystało na „blockbuster” (brrrr..).
    Smuci mnie jednak jakże widoczne oddziaływanie kampanii na plebejskie odczucia po seansie. Chociaż u nas to jeszcze małe piwo w porównaniu do Stanów. No coż, LIFE.

    Pozdrawiam

  • TKM

    Ludziska pod wpływem reklam zachowują się zaskakująco. Jedni są zachęceni, inni na siłę próbują się wyróżnić z tłumu mówiąc ,,ja nie chce bo chcą wszyscy,, Cieszy taka różnorodność postaw ;). Najbardziej jednak zabawny jest fakt, że ktoś ocenia film z punktu widzenia reklamy, czyli: jeśli było dużo reklam i dużo się mówiło o filmie to po seansie (rzadziej kino częściej TV lub monitor) zazwyczaj taki pacjent z dziwną miną wypowiada znamienne słowa ,,przereklamowany,,. Spodziewa się delikwent nie wiadomo czego jakby nie był w kinie nigdy wcześniej i nie wiedział jak ta machina działa. Proponuję chodzić na filmy niszowe = prawie brak jakiejkolwiek reklamy. Poza tym szukanie na siłę wyższych wartości w typowo rozrywkowych filmach mija się z celem. Zgadzam się z Why: ?blockbuster? okropne i nadużywane słowo.
    Avatara nie widziałem jeszcze ale już wiem że mi się spodoba.

  • macko

    ogladnalem 2 raz i sie 3 szykuje ale za jakis czas.Co do artyku nic dodac nic ujac.
    pozdrawiam

  • Ryan

    W pełni zgadzam się z recenzentem. Mam niemal dokładnie takie same zdanie na temat filmu. „Avatar” otrzymał moje osobiste wyróżnienie w kategorii „Arcydzieła kina komercyjnego”, czyli naprawdę dobrych filmów skierowanych do bardzo masowego odbiorcy.

  • http://www.myspace.com/marneszanse Piotrek

    Od jakiegoś czasu mam w zwyczaju nie czytać nic, ale to ABSTOLUTNIE NIC o hajpowanym filmie, na który się wybieram. Nie oglądam też trailerów. Podziałało w przypadku Cloverfield, jestem zatwardziałym zwolennikiem tego wspaniałego monster movie (znalazło się dla niego miejsce w mojej pracy magisterskiej, oh yeah), podziałało także w przypadku Avatara – od pierwszej sceny, wspaniałego intra, w którym Jake S. prawi nam z offu morały, a my przelatujemy nad pogrążoną we mgle Pandorną, moja szczęka zwiesiła się i pozostała w tym stanie do końca seansu. Obejrzałem ten film w warszawskim IMAX-ie, siedziałem w szóstym rzędzie, ale tak naprawdę to wiem, że byłem przez prawie 3 godziny na Pandorze. Warto było czekać. „I didn’t sign for this shit”, rzuciła Michelle R. w filmie, a ja jej odpowiem, że „Well, I did”. Tyle.

  • footshak

    Dobra recenzja :) Ja z kolei wychwyciłem jeden logiczny błąd w końcowej scenie. Czy jest jeszcze ktoś kto to zobaczył?

  • http://www.rchee.bloog.pl R-Chee

    Widziałem dziś. Pokocham ten film od pierwszego wyjrzenia.

    W niedzielę wybiorę się pewnie na kolejny seans :)

  • m4mach

    Film przeciętny. Przerost formy nad treścią. Bardziej fantasy niż sci-fi

  • Zdystansowany

    W sumie bylem negatywnie nastawiony bo za duzo bylo gadania w stylu „powrot mistrza”, „przelom w kinie”, „najdrozszy film w historii”. Mialem nawet cicha nadzieje ze tym razem sie Cameronowi nie uda bo draznila mnie jego pewnosc siebie przy ryzyku ogromnego budzetu. No ale poszedlem na film i moge powiedziec ze nei ma sensu go rozkladac na czynniki pierwsze, bo liczy sie calosc, ktora sie po prostu dobrze oglada i jak dobrze sie wczuc to nawet stare konie moga sie wzruszac razem z 15 letnimi gimnazjalistkami ;). No i przede wszystkim jedne przelom tu jest na pewno: Pandora – nei bylo chyba jeszcze w zadnym filmie tak rozbudowanego swiata stworzonego calkowicie na komputerach i dotego tak realistycznego, tak samo ci cali Navi – niby sa tylko przerosnietymi smerfami robionymi cyfrowo a mimo to oglada sie ich jak zywych aktorow – nei wiem jak sie to specom od animacji udalo,ale chyba po raz pierwszy mialem wrazenie ogladania tworow tak dobrze nasladujacych ludzi, bo np. te postacie w Bewulfie niby wzorowane an prawdziwych aktorach a byly po prostu dretwe i nieprzekonywujace, a w Avatarze ejst to zupelnie inny poziom. Jednym slowem Cameronowi znow sie udalo, choc wielu w niego watpilo :).

  • http://www.ap.krakow.pl/~raj/ raj

    A ja jednak się będę upierał, ze pod względem technicznym (bo tylko pod takim względem miała być) jest to zapowiadana rewolucja. Tak integralnie związanego z całym filmem trójwymiaru (a nie skupienia się tylko na efektownych efektach ;) typu przedmioty wylatujące z ekranu) i takiej jakości animacji komputerowej jeszcze nie było.

  • http://doktorno.boo.pl/ DoktorNo

    Dobre kino rozrywkowe dla szerokiej publiczności.

    Dla fanów SF – uczta klasycznych motywów w nowym opakowaniu.

    Dla techniki filmowej: przeskoczenie przez „uncanny valley” w grafice komputerowej.

    Poza tym mi się bardzo podobał. Polecam swoją Megarecenzje, w której z autorem zgadzam się w kilku punktach: http://doktorno.boo.pl/content/avatar-jamesa-camerona-megarecenzja

    Ale NIE zgadzam się, że to kalka „Pocahontas”; Cameron powiedział co innego, gdy opowiadał o żródłach swej inspiracji. :)