Mój ulubieniec,
Nicolas Cage, obchodził wczoraj swoje 46-te urodziny. Najpierw "Wszystkiego najlepszego!", a teraz przejdźmy do konkretów, gdyż nie ma tak dobrze, bym z okazji urodzin był litościwy. Problemy z fiskusem najwyraźniej okazały się dla aktora tak poważne, że w desperacji chwyta się on każdej roli - w 2010 roku obejrzymy pięć produkcji z jego udziałem (nie mówiąc o tych z 2009, które się u nas jeszcze nie ukazały!) i jest to wynikiem naprawdę imponującym. Co ważniejsze, w każdej z nich Cage gra kogoś całkiem innego. Gratuluję różnorodności w doborze ról, ale co z tego, skoro zapewne wszystkie zagra dokładnie tak samo. W każdym razie zobaczmy, w kogo Cage mógłby się jeszcze wcielić (tak, na zdjęciu jest Nicolas jako Abraham Lincoln!).