Bruce Campbell kontra Frankenstein

Campbell zdecydowanie wlicza się do grona moich ulubionych aktorów, oczywiście dzięki kreacji Asha w serii Evil Dead – tyle wystarczy. W 2007 roku, aktor nakręcił komedio-horror My Name is Bruce, w którym zagrał samego siebie. Nie oglądałem tego filmu (ciągle staram się to nadrobić), ale w większości zbiera on dość kiepskie opinie. Tym bardziej mnie dziwi, że Campbell postanowił nakręcić sequel, w którym aktor zmierzy się z Frankensteinem. Bez komentarza…

Bruce wysłał informację do serwisu Ain’t it Cool News, w której napisał, że jego fani powinni wiedzieć, iż aktor zaplanował sequel My Name, który nosi tytuł Bruce vs. Frankenstein. Chyba nie trzeba streszczać fabuły? Zdjęcia rozpoczną się tej jesieni.

Od siebie dodam, że najchętniej zobaczyłbym Campbella w jakimś sequelu Martwego zła (czemu nie?), albo innym cross-overze. Pamiętam, jak zapowiadano, że aktor dostanie dużą rolę w czwartej części Spider-Mana, ale teraz możemy o tym zapomnieć. Szkoda.

źródło:  AICN

  • rekin333

    Przecież Campbell zagrał w Spider-Man’ie, chciaż faktycznie nie była to wielka rola. My Name is Bruce widziałem i bardzlo dobrze się to oglądało.

  • master_bruce

    „…sequel, w którym aktor zmierzy się z Frankensteinem…” Z Frankensteinem?? Po jaką cholewę, Bruce ma walczyć z Frankensteinem?? A może powinno być z Potworem Frankensteina??

  • http://niezlekino.pl/author/majk Michał Nowak

    A może jednak nie? :)
    Monstrum nazywane jest wszędzie po prostu Frankensteinem, tak już się utarło, że potwór obrał imię po swoim stwórcy. Ostatnio nawet oglądałem „Narzeczoną Frankensteina” z 1935 roku i tytuł bynajmniej nie odnosi się do narzeczonej doktora. Można więc powiedzieć, że sami filmowcy mianowali potwora tym nazwiskiem.

  • _loko

    Jako fan Bruce’a uwazam ze My Name is Bruce calkiem znosnie sie ogladalo.
    Poza tym Bruce walczyl niedawno z Mumią (Bubba Ho Tep – niestety baaardzo przecietny) to dlaczego nie mialby teraz z Frankensteinem? ;)

  • http://niezlekino.pl/ Michał Nowak

    A widzisz, tutaj się nie zgodzę, Bubba Ho-tep oglądałem i podobało mi się bardzo. Wprawdzie końcówka trochę kuleje, ale Bruce w roli Elvisa… mistrzostwo! :)