Na początek postawię samobójczą tezę, że Luc Besson utalentowanym scenarzystą jest! Wielu może się ze mną nie zgodzić, jednak w reżyserskiej karierze Pierre?a Morela już trzeci raz doszło do współpracy między tymi dwoma panami, z tą tylko różnicą, że tym razem
Besson był jedynie producentem, a przy tworzeniu scenariusza miał znikomy udział, co niestety widać.
Pozdrowienia z Paryża są bardzo w stylu poprzedniego filmu Morela, czyli Uprowadzonej. To, czego jednak zabrakło w jego nowym dziele, to lekkość pióra, jaką niewątpliwie Besson posiada. Mamy przez to wrażenie, że reżyser nieudolnie próbuje podrobić samego siebie.