Prawie jak Wolverine | recenzja Kick-Ass

Matthew Vaughn jest o tyle ciekawym reżyserem, że wybiera różnorodne pozycje. Z jednej strony kryminał Przekładaniec, z drugiej fantasy Gwiezdny pył, a teraz komediowa ekranizacja komiksu Kick-Ass – chęć sprawdzenia się w różnych gatunkach jest godna podziwu. Jego poprzednie pozycje nie wywarły na mnie dużego wrażenia (pozostawiły mnie raczej obojętnym w odczuciach), ale w przypadku najnowszej produkcji reżysera mogę stwierdzić tylko jedno ? jestem wniebowzięty! Kick-Ass bez wątpienia zapisze się do kanonu najlepszych ekranizacji komiksów.

Obrazkowy pierwowzór jest błyskotliwą i doskonałą parodią filmów o superbohaterach. Ekranizacja przejmuje jego najlepsze cechy, ale równocześnie dokonuje kilku zmian. Dotyczy to przede wszystkim niektórych rozwiązań fabularnych. Nie chcąc zbytnio spoilerować, zaznaczę, że trochę inaczej potraktowano wątki Red Mista, uroczego duetu Big Daddy i Hit Girl, uczuciowego związku głównego bohatera oraz parę innych rzeczy. Niektórzy mogą zarzucić twórcom nazbyt hollywoodzkie rozwiązania, ale z drugiej strony dzięki temu na fanów komiksu czeka kilka niespodzianek. Czy lepszych, czy gorszych, to już do indywidualnej oceny ? osobiście mi nie przeszkadzają, choć komiksowe są bardziej zaskakujące.

Fabularnie filmowi nie można niczego zarzucić. Historia nastolatka, któremu zachciało się być zamaskowanym mścicielem, jest przezabawna i obfituje w sporą ilość odniesień do produkcji o superherosach. Równocześnie cały czas poddaje w wątpliwość sens istnienia superbohaterów ? co w filmach i komiksach wygląda cool, to w rzeczywistości może przyprawić o poważny ból głowy, a nawet gorzej. Bohater zdaje sobie sprawę ze swojej głupoty, ale nie potrafi się powstrzymać, o czym dobitnie uświadamia nam jego komentarz zza kadru. Przez motyw superhero-wannabe film obfituje w masę komicznych sytuacji, które chyba nawet największego ponuraka doprowadzą do łez ze śmiechu. Że wspomnę tutaj o rozbrajającej relacji tatusia i córusi.

Skoro jestem już przy Big DaddymHit Girl. Zdaję sobie sprawę, że 11-letnia dziewczynka wywołuje kontrowersje, gdyż jej rola została potraktowana dość specyficznie. To nie jest niewinna małolata, lecz maszyna do zabijania w wersji mini. To, co ta dziewczynka wyrabia na dużym ekranie, przechodzi ludzkie pojęcie. Widz jest tak oszołomiony, że mimowolnie rży ze śmiechu. Nawet przy komiksowej wręcz dawce brutalizmów. Film jest krwawy, ostry, przerysowany, czasami wzbudzi szok i niedowierzanie, ale podano to w takiej formie, że? widz nadal sika ze śmiechu.

Osoby odpowiedzialne za casting wykonały kawał dobrej roboty. Najbardziej błyszczy Chloe Moretz, która była strzałem w dziesiątkę przy wyborze aktorki do Hit Girl ? słodka, niewinna z wyglądu, ale z diablikami w oczach. Nicolasem Cagem stworzyła fantastyczny duet. Nie sądziłem, że po tylu klapach w końcu napiszę coś pozytywnego o tym aktorze. Jego Big Daddy, mimo że różni się trochę od komiksowego pierwowzoru, to przykład niewątpliwego dystansu do siebie, a przy tym niezwykle zabawna rola. W sumie w porównaniu do oryginału wszystkie postacie poddano komediowej obróbce. Najbardziej zyskał na tym Red Mist, który w komiksie wydał mi się dość mdły i bez wyrazu (choć w założeniach miał być chyba mroczny). W filmie Christopher Mintz-Plasse, czyli słynny już McLovin? z Supersamca, nadał swojemu bohaterowi charakteru ? zgoła innego, bo niezwykle prześmiewczego. Nie mam także zastrzeżeń do głównego bohatera ? co prawda Aaron Johnson posturą mógłby spokojnie uchodzić za superbohatera, w przeciwieństwie do pierwowzoru Dave?a Lizewskiego, ale nieporadnością nadrabia wszystko.

Szczególne pochwały należą się także muzyce. Doborem piosenek nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Gdy podczas wyczynów Hit Girl leciały Bad Reputation Joan Jett & The Blackhearts lub (Banana Splits) Tra La La Song The Dickies, nie mogłem usiedzieć spokojnie ? nogi i ręce same rwały się do wybijania rytmu, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nie sposób zapomnieć o kapitalnym utworze Prodigy Stand Up, którego motyw przewodni idealnie wpleciono w ścieżkę dźwiękową filmu.

Gdzieś przeczytałem, że gdyby Spider-ManKill Bill spłodzili potomstwo, zapewne byłby nim Kick-Ass. Mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać wszystkimi kończynami. Szyderczy humor rozbroi najtwardszego smutasa, ilość tryskającej posoki zadowoli żądnych mocnych wrażeń, a satyryczne podejście do tematu superbohaterów zaspokoi głodnych porządnej parodii (nie jak ten biedny Superhero). Oczekiwałem dobrej komedii z niezapomnianymi scenami akcji i absolutnie nie mogę tu mówić o jakimkolwiek rozczarowaniu. W moim przypadku na jednym seansie bez wątpienia się nie skończy.

Foto: Monolith Films

  • Wo

    Nie no jak to co czytam to jest prawda, to muszę obejrzeć ten film!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Kazioo

    Roger Ebert dał 1/4 – wyjątkowo nisko. Ebert absolutnie nie uznaje drastycznych scen z udziałem dzieci (nawet walczące dzieci w Narni mu przeszkadzały) i jest wielkim przeciwnikiem tego typu praktyk w Hollywood. W swej recenzji skupił się praktycznie tylko na tym aspekcie, więc nie jest nawet warta czytania…
    W pewnym sensie go rozumiem i też się we mnie coś gryzie, jak widzę masakrującą hit-girl w trailerach, mimo że nie jestem konserwatystą. Z jednej strony to zabawne i interesujące, ale z drugiej strony trochę niesmaczne i nie dziwię się, że niektórzy reagują alergicznie na takie sceny. Ale taka już jest groteska – trzeba być szczególnie odpornym i tolerancyjnym by ją przełknąć. Mnie odrzucał „Ferdydurke”, to innych może brzydzić Kick-ass.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Jest jeszcze jedna mocniejsza scena z udziałem Hit Girl, której nie było widać w trailerach, a przy której nawet ja (a mam wysoką odporność) czułem się bardzo nieswojo. Dlatego też rozumiem osoby krytykujące film za ten aspekt. Trzeba jednak pamiętać, że to rozrywka wyłącznie dla dorosłych – dzieci nie mają prawa tego filmu oglądać i rodzice powinno być tego świadomi (a nie puszczają dzieciaki do kina, bo to przecież film o superbohaterach).

  • http://niezlekino.pl/ Michał Nowak

    Też byłem wczoraj w kinie, chociaż mną Kick-Ass aż tak nie sponiewierał:).

    Ogólnie jestem zadowolony z końcowego efektu, chociaż dla mnie było mniej elementów komediowych niż się spodziewałem. Właściwie, pod koniec film przyjął formę łapiącego za gardło dramatu. Niekiedy miałem też wrażenie, że fabuła jak i sama konstrukcja są dość chaotycznie poukładane, ale to mocno subiektywne odczucie i ciężko mi nawet ubrać w słowa to co mam dokładnie na myśli.

    Za to nieźle mnie zaskoczył ogólny poziom brutalności. Wiedzieliśmy od początku, że szykuje się rzucanie mięchem i lejąca się posoka, a mimo to byłem w lekkim zdumieniu, gdy mała dziewczynka dostawała kopniakiem z półobrotu od dorosłego faceta. I za to duży plus, bo przecież wszyscy kochamy niegrzeczne kino. ;)

  • Ł

    Nie widziałem jeszcze niczego takiego:) Nie zawiodłem się! Przedpremierowy pokaz, pusta sala, polski dystrybutor jak zwykle żenująco.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    U mnie sala była w 1/3 zapełniona, więc fajnie się z wszystkimi śmiało :)

  • TKM

    Jeżeli Irek w jednej recenzji używa zwrotów typu „rży” , „sika” i „doprowadzą do łez” to musi być niezłe kino. Po wszystkich ostatnich szmirach coś konkretnego się człowiekowi należy.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Oj tak, już zacząłem tracić nadzieję, że w tym roku obejrzę dobry film rozrywkowy. Teraz liczę na Iron Mana 2 ;)

  • Soutstat

    Czy mi się zdaję czy ten Big Daddy to parodia Batmana? :)

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Poniekąd można go uznać za swoistą parodię Nietoperka. Ale to wyłącznie filmowy wynalazek, bo w komiksie Big Daddy wyglądał całkiem inaczej.

  • Kazioo

    Imo wygląd Big Daddiego i Red Mista(!) zmieniono na dużo lepszy, dodanie „otworu gębowego” kick-assa również wyszło dobrze. W ogóle postać Red Mista stała się świetna, w komiksie prawie nie istniał (nudny typ), a tutaj konkretny gość. Moim zdaniem jedynie kostium hit-girl się pogorszył, fioletowe włosy jakoś dziwnie wyglądały.

  • Soutstat

    Teraz obejrzałem i to prawda :D Nicolas Cage w „Tonight Show with Jay Leno” sam przyznał, że grając Big Daddy, wzorował się na batmanie, tak piszą na BatCave.

  • http://www.cybis.blox.pl cybis

    recenzja tego filmu jest grubo przesadzona, rozumiem że autor pisał ją pod wpływem emocji ale żeby aż tak podkoloryzować ,tworząc z tego filmu arcydzieło ,którym nie jest. Kick-ass nie jest wcale taki śmieszny ,zaśmiałem się może ze dwa razy. Ludzie na sali kinowej tez jakoś nie słaniali się ze smiechu.Co do muzyki to usłyszałem tylko dwa utwory reszta mineła obojętnie. Jak na film akcji troche się dłuży w niektórych momentach,a i sama akcja nie wgniata w fotel.Kick-ass nie poraża brutalnością jest raczej ugrzeczniony względem komiksu.ogólnie film nie wykorzystał swojego potencjału w 100 %.

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Nigdzie nie napisałem, że to arcydzieło – to solidny film rozrywkowy. Co do śmiechu – widocznie na twojej sali kinowej siedziały same ponuraki, bo u mnie śmiechu było co niemiara. Reszta to kwestia gustu. I cieszę się, ze brutalność została „ugrzeczniona” względem komiksu, bo w oryginale była już po prostu przesadzona, a przez to momentami śmieszna w negatywnym tego słowa znaczeniu.

  • w00cash

    Nicolas Cage wzorowal sie Na Batmanie, ktorego w pierwszym serialu z tej serii gral nikt inny jak Adam West. Mozna to zauwazyc juz po pierwszych kilkiu slowach Big Daddiego. Jako ciekawostke podam, ze aktualnie Adam West jest burmistrzem miasteczka Quahog w serialu Family Guy i dalej mowi tam w swoj charakterystyczny sposob.

    A co do filmu to bedac fanem komiksow, nie porwal mnie az tak. ale na pewno lepszy niz jakikolwiek Spiderman czy Batman z Clooney’em =]

  • http://scenarzysta.org.pl/ Privsand

    Z pewnością obejrzę, choć tymczasem film o podobnym dystansie do tematyki superbohaterów „Defendor” przeszedł wszędzie praktycznie bez echa, a szkoda, bo naprawdę warto go zobaczyć.