W górach szaleństwa: czego się spodziewać?

UPDATE! Chcecie wiedzieć, co na temat filmu ma do powiedzenia James Cameron?

Ostatnio jeden z czytelników Niezłego Kina zapytał mnie, co nowego słychać w kwestii ekranizacji W górach szaleństwa? W sumie nic nowego – Guillermo del Toro reżyseruje, James Cameron produkuje. Co prawda realizacja nie ruszyła jeszcze zbytnio do przodu, ale za to wiemy już co nieco na temat samego scenariusza. Wychodzi na to, że fabuła będzie dość mocno różniła się od książkowego pierwowzoru…

Bloger z The Temple of Ghoul miał okazję przeczytać scenariusz At the Mountains of Madness, napisany przez Guillermo del Toro i Matthew Robbinsa (Mimic, Don’t be Afraid of the Dark). W zarysie film przedstawia się jak Hellboy bez Hellboya z lekką dawką The Thing Carpentera”. Jest to bez wątpienia scenariusz produkcji w kategorii R, aczkolwiek nie ma mowy o wiernej ekranizacji. Akcja jest przedstawiona w formie flashbacków, gdy jedyny ocalały opowiada, co się wydarzyło podczas wyprawy na Antarktydę w 1930 roku. I tyle z klasyki.

Co zatem będzie w ekranizacji?

1. Potwory, potwory i jeszcze raz potwory

Cała masa różnych kreatur, których próżno szukać w noweli. Podobnie jak w The Thing, uczestnicy wyprawy będą się zastanawiali, czy któryś z nich nie jest stworem, potrafiącym przyjmować ludzką postać. Co gorsza, jako finalny boss ma się pojawić… Cthulhu! Co tam, że w rzeczywistości leży on uśpiony w głębinach Pacyfiku.

2. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja

Marzyliście o atmosferze grozy, powoli budowanym suspensie i odkrywaniu krok po kroku mitologii Przedwiecznych? Zapomnijcie o tym. Od trzydziestej minuty aż do samego finału nie ma chwili na oddech. W scenariuszu samej mitologii poświęcono co najwyżej cztery zdania.

Zabraknie także eksploracji podziemnego miasta. Nawet zwiedzania ruin na powierzchni nie jest zbyt dużo. Zakończenie również będzie inne – bardziej przewidywalne.

ALE! Tak, jest jedno „ale”. Do autora recenzji zgłosił się mianowicie ktoś z ekipy filmowej i stwierdził, że omawiany scenariusz jest wcześniejszą wersją tego finalnego. Zatem na końcu nie pojawi się Cthulhu, tylko jakiś inny nienazwany boss. Ponadto wiele kwestii zostanie przedstawionych w formie wizualnej, więc może to dotyczyć także mitologii Przedwiecznych. Innymi słowy, scenariusz to nie wszystko, a jedynie drobny zarys samego filmu. Wszystko leży w gestii reżysera. Zobaczymy, na ile del Toro będzie chciał pozostać wierny oryginałowi, a na ile da się przekonać Cameronowi i jego rozrywkowo-trójwymiarowym zapędom.

UPDATE!

Do tej pory nie słyszeliśmy zdania Jamesa Camerona na temat filmu. Producent stwierdził, że At the Mountains of Madness będzie „horrorem na epicką skalę, a nie widzieliśmy czegoś takiego od bardzo dawna – chyba od czasu Aliens„.

Z jego słów wynika także, że nie zamierza zbyt mocno ingerować w wizję del Toro.

Guillermo ma oko do projektów, które są bardzo oryginalne, dziwaczne i przesiąknięte tradycyjną scenografią filmową, ale wszystko jest zawsze świeże i niespodziewane. Szczerze mówiąc, chcę po prostu zobaczyć, na co on wpadnie, i pomóc mu w realizacji, by nie musiał się niczym martwić. Chcę mu pokazać, jak pracować w 3D.

Foto: My Spill
  • uth

    Nei! :(
    Formę flashbacków miało czarnobiało-nieme Call of Cthulhu (tam też pokazało się Rlyeh i sam Cthulhu), natomiast ten scenariusz to jakiś żart =/ Wyjdzie pewnie lipny film akcji na kanwę AvP.
    Ależ to smucący wpis, dziękować w każdym bądź razie za informacje.
    Pozdrawiam

  • ~

    smutne, smutne… Niemniej, wielkie dzięki za update w tej kwestii.

  • Cujo

    Nie da się wiernie przenieść prozy Lovecrafta na celuloid. Kropka.
    Żaden producent by nie wyłożył kasy na film, którego połowa to senne majaki, staczanie się w szaleństwo, obce istoty to zaledwie mgnienie oka i sposób prowadzenia fabuły zupełnie nie dający się przełożyć na film.
    Jeżeli film o mitologii Cthulhu ma się udać, musi być tą mitologią inspirowany, a nie przeniesiony kartka po kartce z książki. Taka specyfika książek Lovecrafta, którego kocham, ale który – nie oszukujmy się – ocierał się mocno o grafomaństwo.
    Mimo tego, co przeczytałem powyżej, ufam że Del Toro nie zrobi z tego sieczki w stylu „Indiana Croft meets Critters”. Nawet mimo Camerona, do którego zupełnie straciłem szacunek, a który mam nadzieje, nie będzie się za bardzo wpieprzał do filmu, tylko sypał sałatą.

  • uth

    3d będzie od Cameroona. Macki i grzyby w 3d ;)

  • http://www.infomusic.pl Art+Vandelay

    Przeciez miasto i ruiny to bylby najciekawszy element filmu!? Gdzie beda to krecic… wzorem tworcow kina Z na placu budowy czy w magazynach? Wprawdzie sama ksiazka jest troche bezosobowa, ale przeciez to jest dobry material na film. Troche wzbogacenie postaci, dialogi i jest git. Z tego opisu to wychodzi tyle co z „Przypomnimy to panu hurtowo”, którym niby miało byc Total Recall.

  • uth

    Wiesz, holywood nie raz udowodniło że potrafi ładnie scenerie obrobić – vide Indiana Jones… Co do ekranizacji Dicka to większość z nich była udana i jak nie patrzeć jest kinem popularnym (sf), natomiast Lovecraft ma większość opowiadań trudnych i raczej nie do sprzedania np nie wyobrażam sobie ekranizacji „szepczącego w ciemnościach” ;)

  • loko

    wreszcie jakis sensowny glos w dyskusji.