Jan de Bont poprowadzi Ziyi Zhang w filmie Mulan

Reżyser filmu Speed zanurzy się w klimatach orientu, za sprawą aktorskiej wersji filmu Mulan. Do głównej roli zwerbowano Ziyi Zhang, co nieźle wróży tej produkcji. Tylko czy amerykański reżyser zdoła nas oczarować tym filmem, zważywszy na to, że od lat kręci samą hollywoodzką papkę?

Będzie to historia o kobiecie noszącej imię Hua Mulan, która postanowiła wstąpić w szeregi armii składającej się z samych mężczyzn. Jest to klasyczna chińska opowieść, pierwsze wzmianki o bohaterce pojawiły się w VI wieku, za sprawą wiersza The Ballad of Mulan. Historia dzielnej kobiety została prawdziwie rozsławiona dzięki filmowi animowanemu z 1998 roku, za który odpowiadało studio Disneya.

Temat zasługuje na ekranizację z prawdziwego zdarzenia, ale mam obawy co do reżysera i całej reszty amerykańskiej ekipy. Jan De Bont odpowiada za takie filmy, jak Speed i jego godna pożałowania kontynuacja, Twister, Nawiedzony, oraz Tomb Raider: Kolebka życia.

Zdjęcia do filmu będą miały miejsce nieopodal Szanghaju. Podobno producenci poszukują aktorów mówiących po angielsku, jak również tych, co mówią po chińsku. Jeśli będzie to produkcja anglojęzyczna, to zapewne doczekamy się żenującej powtórki z Wyznań gejszy. Szkoda byłoby zmarnować taki materiał na film.

  • al_jarid

    Co Ci się, człowieku, nie podobało w „Wyznaniach gejszy”? Jak dla mnie całkiem porządny film (żadne tam arcydzieło, ale z pewnością przynajmniej solidny). Jeśli zaś chodzi Ci o Azjatów mówiących po angielsku (bo z Twojej wypowiedzi możnaby wnioskować, że właśnie to Cię drażni), to ja, szczerze mówiąc, problemu nie widzę. Człowiek zdążył przywyknąć, że na ogół filmy są kręcone w języku urzędowym kraju, w którym powstały (wyjątkiem może są Francuzi, bo oni ostatnio chyba większość swoich filmów kręcą po angielsku).
    Jeśli zatem rażą nas Japończycy czy Chińczycy mówiący po angielsku, to tak samo powinni nas razić np. starożytni Rzymianie mówiący po angielsku („Gladiator”) czy po polsku (niesławne „Quo vadis”), a także wypowiadający się w nie swoich językach Egipcjanie („Kleopatra”, „Książę Egiptu”, „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”), Grecy (np. „300″), Persowie („300″, „Książę Persji”), Indianie („Tropiciel”), Polacy („Pianista”), Rosjanie („Wróg u bram”, „Anastazja”), Niemcy („Nieustraszeni bracia Grimm” i również „Wróg u bram”) no i w ogóle cała reszta.
    Pewnie, że w każdym z tych przypadków traci się część realizmu na rzecz bycia zrozumianymi przez odpowiednią nację (tzn. tę, w czyjej kraju powstał dany film), ale trzeba się pogodzić z faktem, że nie każdy reżyser jest Melem Gibsonem (bo oprócz jego dzieł, jedynym amerykańskim nieanglojęzycznym filmem, jaki jeszcze przychodzi mi na myśl, są „Listy z Iwo Jimy” Eastwooda).

  • Kędziorro 23

    Moim zdaniem powinnes wiecej sie dowiedziec na temat zagadnienia o ktorym piszesz przed publikacja, film powstal w 2009 roku i jest od dawna w sieci do obejrzenia, no ale coz milego gdybania ;p jak tak dalej bedziesz zbieral pseudo newsy to sie pewnych filmow nie doczekasz…

  • http://niezlekino.pl/author/core Ireneusz Podsobiński

    Czyli wszystkie serwisy filmowe się mylą? A to ciekawe :D

  • al_jarid

    Kędziorro, a nie masz czasem na myśli chińskiego filmu „Hua Mulan” z Wei Zhao w roli głównej?To ten film powstał w 2009, autor newsa pisze natomiast o wersji amerykańskiej kręconej przez de Bonta. To chyba różnica. Więc słowa, które kierujesz do autora tekstu (cytuję: „powinieneś więcej się dowiedzieć na temat zagadnienia o którym piszesz”) powinny odnosić się w tej sytuacji raczej do Ciebie. Bez urazy.

    Co do nowego filmu (tego made in USA) to osoba de Bonta na reżyserskim stołku rzeczywiście nie rokuje najlepiej. Jedyny jego dobry film to „Speed” (oczywiście tylko pierwsza część), a to już dawne dzieje. Nie wiem, czy ten facet zdoła coś jeszcze z siebie wykrzesać.

  • Migotka

    Niektórych np. rażą Chińczycy udający Japończyków mieszający kiepski angielksi i kiepski japoński w kiepskiej produkcji, która udaje opowieść o gejszach. A Japończycy nawet zmienili u siebie tytuł na Sayuri, bo uważali, że z gejszami to to nie ma nic wspólnego. Problemem Wyznań byl nie tyle język, co fakt, że była to jakaś karykatura, nie tylko pod względem językowym.

    Swoją drogą nikt nie oczekuje, że bohaterowie filmów o starożytności nagle przemówią w języku powiedzmy starożytnych Egipcjan, ale jeśli do dyspozycji ma się do dyspozycji chińską aktorkę w filmie o chińskiej legendzie, to dlaczego ma się ją zmuszac do kiepskiego mówienia po angielsku? Jedynym powodem jakim widzę jest chęć niezmuszenia leniwej amerykańskiej widowni do czytania napisów.

    A to, że Francuzi kręcą masowo filmy po angielsku to w ogóle jakaś nowość. :)

    Swoją drogą to już wiem że na ten film nie wydam ani złotówki, Ziyi jest bardzo kiepską aktorką, a i nazwisko reżysera nie zapowiada niczego interesującego; już widzę zwolnione ujęcia, patos i mnóstwo lukru, bo żeby takiego materiału nie zmarnować niestety reżyser musiałby być nie-Amerykaninem (Zimou byłby świetny) niestety, albo w każdym razie ktoś, kto byłby zainteresowany chińską kulturą zamiast wyprodukowaniem kolejnego odgrzewanego kotleta.

  • Beo

    Aż pogrzebałem w IMDB żeby sprawdzić czym De Bont zajmował się ostatnio i okazuje się, ze od 2003, od drugiej Lary Croft niczym. A przynajmniej niczym filmowym. Chce najwyraźniej powrócić na szerokie wody i wybrał temat nośny – wielu będzie chciało zobaczyć nie-animowaną Mulan, w tym pewnie z miliard Chińczyków ;-)
    Prześledziłem też dokonania scenarzysty „Speed” – Grahama Yosta. Jemu również niespecjalnie się wiodło po tym filmie. Podobnie jak De Bont zrobił z rozpędu parę głośniejszych tytułów („Tajna broń”, „Ostatni bastion”, „Misja na Marsa”), ale nie zapisały się one raczej w historii kina tak jak „Speed” (szkoda mi tylko jego niedocenionej „Powodzi” – to był wg mnie film sprawnie napisany i zrealizowany, ale przepadł w kinach).
    Może ww panowie mieli te swoje 5 minut kiedy wszystko zaskoczyło we właściwe miejsce…
    A De Bonta mi w sumie nie żal bo zrobił na siłę „Speed 2″ bez Keanu i Yosta więc sobie zasłużył. ;-)

  • http://niezlekino.pl/ Michał Nowak

    @ Migotko, czułem, że w tym temacie napiszesz coś sensownego i wytłumaczysz bezsensowność filmu Roba Marshalla lepiej, niż ja bym to kiedykolwiek zrobił. ;)

    @ Al_jarid, chodziło mi dokładnie o to, o czym napisałeś. Azjaci męczący się z językiem angielskim brzmią po prostu źle i nienaturalnie. I nie chcę takich filmów oglądać. Dalej już się trochę zapędziłeś – nie mam nic przeciwko filmom historycznym kręconym po angielsku. Tylko żeby to jakoś zgrabnie podano, a nie jak w Wyznaniach gejszy.

  • http://niezlekino.pl/ Michał Nowak

    Kędziorro ewidentnie miał na myśli ‘Hua Mulan’, ale jak widać poniosły go emocje i nie zweryfikował swojej wiedzy przed napisaniem komentarza. Bywa.

  • al_jarid

    Myślę, że zmuszanie chińskiej aktorki… zresz?ą nie! Wróć! Jakie tam zmuszanie? Przecież jej za to zapłacą, czyż nie?
    Więc inaczej. Myślę, że wymaganie mówienia po angielsku od chińskiej aktorki grającej Chinkę ma tyle samo (lub nawet więcej) sensu co zmuszanie do mówienia po angielsku polskich aktorów grających Polaków w filmie reżyserowanym przez Polaka („Pianista”, rzecz jasna). To dopiero jest przekręt! Jasne, że w przypadku „Pianisty” zatrudniono też aktorów anglojęzycznych i nasi musieli się do nich dostosować, więc może to trochę inna sytuacja (tak jak Francuzi zatrudniają ostatnio samych takich, więc i ich filmy muszą być anglojęzyczne – vide „Uprowadzona”, „Pozdrowienia z Paryża”, „Pocałunek smoka”, „Człowiek pies” – czyli wychodzi, że prawie wszystko, w czym palce maczał Luc Besson).

    Co do tych „Wyznań gejszy” – nie, naprawdę nie wiem, czemu tak się czepiacie. Na mnie nie zrobiły złego wrażenia. No ale widziałem ten film dość dawno temu, więc może teraz odebrałbym go inaczej. Nie będę się o to wykłócał.

    Za to co do nowej „Mulan” nie mam prawie żadnych wątpliwości, że będzie kiepskim filmem. De Bonta musiałoby coś chyba olśnić, żeby wzniósł się ponad poziom swoich marnych produkcyjniaków.
    I choć nie widziałem powstałej niedawno chińskiej wersji, to strzelam w ciemno, że jest lepsza niż to, co zrobią teraz Amerykanie. Dlatego wolałbym obejrzeć tę chińską (na marginesie, rysunkowa wersja ze studia Disneya to, moim skromnym zdaniem, kawał wyśmienitej rozrywki, ale z chęcią zobaczyłbym to w bardziej dorosłej i poważniejszej wersji – no bo wiadomo, tematyka wojenna, więc siłą rzeczy trochę to musieli w kreskówce złagodzić dla młodszej widowni, choć i tam trochę krwi, a nawet pełne trupów pobojowisko się znalazło).

  • http://niezlekino.pl/ Michał Nowak

    Ale z tego co pamiętam, to polscy aktorzy w Pianiście stanowili jakiś drobny odsetek i grali małe epizody, więc można było ich jakoś przełknąć. A w Wyznaniach gejszy niemal cała obsada to Azjaci. Ale już odbiegając od tego nieszczęsnego języka, powtórzę po Migotce – film Marshalla to taka karykatura z chińskimi gejszami. Nie jestem znawcą, ale ten film dostarcza wiedzy o gejszach na takim poziomie, co pewien inny tytuł – „Robo geisha” :) Chociaż nie – ten film był przynajmniej w całości japoński.

  • Migotka

    Języków można się zawsze czepiać. Idealnie by było, gdyby aktorzy na całym świecie znali wszystkie istniejące i wymarłe języki. Wiadomo jednak, że istnieje jakaś umowność i jako widz rozumiemy, że ktoś do filmu nie bedzie się uczył powiedzmy swahili (choć jest i mnóstwo chlubnych wyjątków, patrz Tadanobu Asano, Ken Watanabe, Gibson, Toshiro Mifune, etc). Nie razi mnie jednak samo mówienie po angielsku, itp, jesli do filmu twórcy podchodzą serio, i całość trzyma się przysłowiowej kupy, a nie jest robiona na zasadzie, że widz i tak się nie zorientuje albo że będzie mu obojętnie, albo że reżyser nie widzi róznicy między chińskim a japońskim, więc i widzowi powinno być wszystko jedno. Dla mnie to jest przejaw ignorancji i naigrywania się z widza.

    Zdarzają się sytuacje co najmniej śmieszne, jak np. w 2012, gdzie do roli hinduskiego naukowca zatrudniono Brytyjczyka o indyjskich co prawda korzeniach, ale którego hindi było tak kiepskie, że ludzie w Indiach jego wypowiedzi w tym języku w ogóle nie rozumieli. Albo w Ściganym zdaje się z H. Fordem, gdzie para „Polaków” porozumiewa się między sobą po rosyjsku.

    A o Wyznaniach Gejszy powiem tyle, że jeśli oczekuje się od filmu jeno li widowiska dla oczu i podejdzie z zerowymi oczekiwaniamii i z zerową wiedzą o Japonii, to może ujdzie z życiem. Więcej prawd o kulturze japońskiej można wyczytać w rowkach opon Toyoty. Poza tym, do często trudnych do zrozumieniach dialogach prowadzonych w jęz. angielskim nagle wprowadzano japońskie słówka, po co? Że niby nagle po obejrzeniu tańca rodem z Chicago i obracaniu wachlarzyka naokoło palca poczujemy się jak w Japonii? Zresztą, co w tym filmie jeszcze nie grało, to temat na bardzo dłuuuuuuugi referat, nie będę ci psuła pozytywnych wspomnień:)

    I co z tego, że Ziyi dostanie jakąs gażę za swoje postękiwania po angielsku? Nie cenię jej jako aktorki, ale w swoim języku wypada jednak przekonywująco i sama zdaje sobie z tego sprawę. W Gejszach widac było, że cały swój wysiłek poświęciła na wypowiadaniu swoich kwestii tak, żeby w ogóle można ją było zrozumieć, co i tak było utrudnione, bo uczyła się ich fonetycznie na pamięć. Ale jeśli aktorkę traktuje się nie jako kogoś, kto ma cos zagrać, ale jedynie jako ‘twarz’, która ma cos tam wybełkotać, i ogólnie wyglądać, a ludzie i tak to kupią, to właściwie nieważne, w jakim języku będzie mówić.

  • Migotka

    Jak miałabym zmarnować taką wspaniała okazję do ponarzekania, szczególnie o tym filmie? :D

  • Migotka

    Dodam jeszcze tylko, że raziłoby mnie bardziej, gdyby Brody w Pianiście miał nagle mówić po polsku, w którym brzmiałby nieciekawie jak sądzę. Albo gdyby część bohaterów mówiła po angielsku a druga połowa nie wiadomo czemu po polsku. Ale Polański był konsekwentny, jak film był po angielsku, to wszyscy mówili po angielsku- i taką konsekwencję rozumiem. A nie jak w Wyznaniach, czy w Walkirii, gdzie ‘dla posmaku’ wrzucano od niechcenia dialogi w języku niemieckim czy japońskim albo pojedyncze ‘egzotyczne słówka’, co w ogóle nie miało żadnego sensu.

    No ale to ja, na takie bzdety mam niestety ciężka alergię.

  • Beo

    Akurat w „Ściganym” to kobieta z „pary Polaków” mówiła dość poprawnie po polsku (tekst „No co ty myślisz o ten człowiek?” czy jakoś tak ;-), tylko jej filmowy syn coś tam burczał pod nosem choć na pewno nie po rosyjsku.

  • al_jarid

    DO MIGOTKI (odpowiedziałbym pod Twoim postem, ale nie ma tam napisu ODPOWIEDZ do kliknięcia, więc trudno):

    Zgadzam się z Tobą, że pomieszanie języków tzn. ogólna angielszczyzna + dla smaku parę kwestii po np. japońsku to niekonsekwencja i zabieg zupełnie niepotrzebny i nielogiczny, ale, co dziwne, spotyka się to w amerykańskich filmach dość często. I to nie tylko w tych, których wartość jest dyskusyjna, lecz również w tych powszechnie cenionych, uważanych za prawdziwe dzieła sztuki filmowej – przychodzi mi na myśl „Lista Schindlera”, film przede wszystkim po angielsku, ale z powplatanymi tu i ówdzie polskimi kwestiami. Też nie wiedzieć po co. „Pianista” był w tym względzie przynajmniej konsekwentny – tu polski zastąpiono po prostu angielskim, a reszta (niemiecki) była zostawiona w spokoju. A w „Liście…” jest takie pomieszanie z poplątaniem.

  • http://niezlekino.pl/author/majk Michał Nowak

    A propos uczenia się kwestii na pamięć, fonetycznie; dodam tylko, że Bela Lugosi wkuwał swoje teksty na pamięć w Drakuli, bo sam angielskiego nie znał. I wyszło tak, że dzisiaj jego akcent to prawdziwy kult i znak rozpoznawczy hrabiego wampira. :) No, ale to taki wyjątek, co zdarza się raz na sto lat.