liban

  1. Zbyt słodki Karmel

    Już od zeszłego piątku możemy oglądać na dużym ekranie Karmel, w reżyserii Nadine Labaki, która gra tu zresztą jedną głównych ról. Libańska produkcja to film idealny dla tych, którzy nie szukają w kinie niczego poza rozrywką i dla tych, którzy chcą sobie posłuchać niezłej muzyki i popatrzeć na ładne zdjęcia. Ci jednak, którzy szukają czegoś więcej poza tym atrakcyjnym opakowaniem – bardzo się zawiodą.

    karmel.jpg

    Film jest bowiem niesamowicie powierzchowny, postaci przedstawione są nad wyraz stereotypowo, a fabuła jest niestety wyjątkowo przewidywalna. Jest ona oparta na historiach pięciu koleżanek, które pracują lub spotykają się na ploteczki w jednym z bejruckich salonów piękności. Wydaje się, że twórcom Karmelu przyświecała intencja zrobienia kobiecego filmu, który szczerze opowiadałby o świecie kobiet. Tak naprawdę jednak – są one tu pokazane niesamowicie stereotypowo. Można odnieść wrażenie, że ich portrety stanowią summę wszelkich możliwych klisz i utartych stwierdzeń na temat kobiecości i tego, kim może i kim powinna być kobieta. Jest to o tyle rażące, że parę rozwiązań fabularnych, nieudolnie zresztą wybranych przez reżyserkę, zdaje się wyraźnie wskazywać, że chodziło jej właśnie o przełamanie owych klisz i zerwanie ze stereotypizacją.

    Próby te okazały się jednak nieudane i zrealizowała ona film mocno nieprzekonujący i przeciętny. Zdecydowanie przesadzone wydają się też w tym kontekście porównania debiutu Labaki do kina Pedra Almodovara. W dziełach hiszpańskiego reżysera mamy bowiem do czynienia z przedstawieniem określonej, bardzo świadomej wizji świata, w którym takie kategorie jak tożsamość, płeć, czy cielesność ulegają dekonstrukcji lub nabierają nowych, innych znaczeń. Zarówno kobiecość – w dość charakterystyczny sposób przedstawiona , jak i męskość – która często świadomie rezygnuje ze swoich atrybutów – stanowią pewne symbole kulturowe i są obciążone określonym ciężarem znaczeniowym. U Labaki nie znajdziemy niestety żadnych głębszych znaczeń, jej wizja świata rozpada się w nierówno opowiedzianej historii, w której znajdziemy niezłe momenty, ale też – trafimy na parę wątków zupełnie niepotrzebnych.

    caramel.jpg

    Irytujące w filmie może być to, że reżyserka ucieka się tu do dość bezpośrednich, żeby nie powiedzieć – nachalnych – metafor i odniesień. Nie pozostawia nam zatem zbyt wiele miejsca dla interpretacji, wszystko przedstawia w zbyt oczywisty sposób. Jest to film mocno niespójny, wobec którego ciężko jest zająć określoną postawę, trudno jest też zrezygnować z dystansu wobec opowiadanych historii i zaakceptować tę nie do końca prawdziwą wizję świata. Jest ona o tyle nieprzekonująca, że przedstawiona w słodkim, niczym karmelowy cukierek, opakowaniu. Chyba zbyt słodkim dla widzów, którzy wymagają od kina czegoś więcej poza ładną i przyjemną formą.