recenzja antychryst

  1. Niezła recenzja: Antychryst czyli horroroporno

     

    Musze przyznać, że mam problem z tym filmem. Podobno Lars von Trier leczył się nim z depresji. Więc może powinno się twórcy wybaczyć potknięcie. A może to nie jest potknięcie, a nowa jakość w kinie? Nie wierzę, żeby to, co mnie w tym filmie zirytowało, nie było zamierzeniem artystycznym. Ale z drugiej strony pytanie ?ale po co??, które pozostało we mnie po seansie, nie świadczy chyba najlepiej o Antychryście.

    Jakie w zasadzie nadać Antychrystowi współrzędne gatunkowe? Niby to horror, ale taki jakiś niestraszny, kulejący. Elementy pornografii przeplatają się z najwyższą estetyką obrazowania. Sceny, którym niedaleko do poziomu obrzydliwości Piły zestawione są z głębokim studium psychologicznym postaci, a przynajmniej zamierzeniem takiegoż głębokiego studium. To przywodzi na myśl klasykę z Bergmanem na czele. Ale nie rozpędzajmy się. Może to po prostu kiepski film?

    Muszę się przyznać do pewnej postawy, która być może rzutuje na moją ocenę tego filmu i przekłamuje mi prawdę ekranu. Otóż mój stosunek do wszelkich terapii, psychoanaliz i tym podobnych spraw jest mocno wątpliwy. Zgadzam się, że są sprawy i problemy, z którymi człowiek może sobie poradzić tylko z pomocą specjalisty, ale irytuje mnie rola i postawa niektórych specjalistów, którzy, mam wrażenie, czasem bardziej mogą zaszkodzić niż pomóc. I w Antychryście dostrzegam pewne echa konsekwencji tych, nazwijmy je tak na potrzebę chwili ? błędów w sztuce lekarskiej.
    Mamy psychiatrę ? w tej roli Willem Dafoe, który podejmuje się leczenia własnej żony, załamanej po rodzinnej tragedii. Robi to, bo jak twierdzi, przecież zna ją najlepiej, najlepiej wie, jak jej pomóc. Ona zresztą mu ten syndrom wiedzenia lepiej wciąż wypomina, równolegle popadając w coraz głębszą depresję? chorobę? On to nazywa naturalną reakcją organizmu na szok, ona dąży do destrukcji ? tej wycelowanej w samą siebie, ale i w męża. Czy pan psychiatra rzeczywiście tak dobrze zna swoją żonę? I przede wszystkim, dlaczego łamie podstawową zasadę etyczną swojego zawodu? Nie wolno mu wchodzić w bliskie relacje z pacjentką, a już na pewno nie powinien brać pod lupę własnej żony. Niby próbuje być potem konsekwentny, odtrąca ją w małżeńskim łożu, ale ona staje się coraz bardziej agresywna. Rozumiem motywy kompulsywnych zachowań bohaterki, ale nie rozumiem dlaczego Lars von Trier tak uparcie pokazuje mi genitalia głównych bohaterów. Charlotte Gainsbourg, ekranowa żona, wciąż chodzi z obnażonym łonem i niby o czym to ma świadczyć ? o jej zagubieniu? Zrezygnowaniu? Mnie to drażni. Sceny seksu nie są niczym nowym, nie zachodzi tu żadne symboliczne przełamanie tabu. Nie widzę uzasadnienia dla wyjścia poza granicę pewnej umowności fizyczności w filmie, który nie jest z założenia erotyczny czy pornograficzny.

    Oczywiście można mi zarzucić, ze spłycam temat. Zajmuję się gołymi tyłkami bohaterów, zamiast wejrzeć w historię. A przecież można ją czytać, chociażby jako odwieczny konflikt płci. Zresztą tak wyraźne sugestie pojawiają się w wątku dotyczącym pracy naukowej żony, że nie sposób mieć wątpliwości. Pomieszało jej się w głowie czy naprawdę jest zła? Bohaterka pisze o czarownicach, o dokonanym na kobietach na przestrzeni wielu wieków ludobójstwie. Według niej to nie kobiety były stroną maltretowaną. Czy ona tak naprawdę uważa, czy może chce zwrócić na siebie uwagę męża? Czy tę parę łączy coś więcej niż tylko namiętny seks? Jak dla mnie nie ma chemii między bohaterami, choć z wielkim oddaniem odgrywają swoje orgazmy

    Ogólnie rzecz biorąc, film nie jest ani straszny, ani przerażający. Należę do widzów, którzy boją się wtedy, kiedy reżyser sobie tego wyraźnie życzy. Gdy muzyka narasta lub się złowrogo wycisza, gdy bohater jest zaniepokojony i wszystko wyraźnie wskazuje na to, że zaraz coś go dopadnie, ja się cała spinam. W Antychryście jest jeden taki moment, który sprawi, że cała widownia podskoczy. Poza tym film zbudowany jest z pięknych kadrów. Oniryczne, baśniowe ujęcia, które jednak w większości służą do pokazania jakiejś obrzydliwości ? jak nie natury ludzkiej, to natury w ogóle. Film pojawił się na ekranach w aurze ni to skandalu, ni to wielkiej kontrowersji. Zapewne to przyciągnie widzów do kin. Podobnie jak chwytliwe zestawienie ? horroru z pornografią. Ale ja wciąż pytam ? po co?

    Może lis ma rację? Panuje chaos. U Larsa von Triera też. Zgadzacie się z reżyserem czy z lisem?